Scattered Clouds

22°C

Kołobrzeg

14 sierpnia 2022    |    Imieniny: Alfred, Maksymilian, Euzebiusz
14 sierpnia 2022    
    Imieniny: Alfred, Maksymilian, Euzebiusz

Redakcja: tel. 500-166-222 poczta@miastokolobrzeg.pl

Portal Miasto Kołobrzeg FBPortal Miasto Kołobrzeg na YT

Regionalny Portal Informacyjny Miasta Kołobrzeg i okolic

reklama

Mogła być biogazownia, ale kurort był ważniejszy. Teraz za to zapłacimy

W 2010 roku w Kołobrzegu rozpoczęła się kilkuletnia batalia o smród w Radzikowie. Ceną za nieodpowiedzialność kołobrzeskich samorządowców pierwszej i drugiej kadencji, było zaprzepaszczenie szansy na zaplecze energetyczne dla miasta. Powód? Bo budynki, które nigdy nie powinny zbliżać się do instalacji w miejscowości Korzyścienku, budowano wbrew obowiązującemu prawu, zarówno w Kołobrzegu, jak i gminie Kołobrzeg. Również wbrew obowiązującemu prawu, nigdy nie powstały instalacje i zieleń chroniąca zabudowę przed uciążliwością odoru. Typowa samowolka Polski lat 90-tych. Dziś będziemy za to płacić ogromne rachunki. Za niekonsekwencję, ignorancję prawa, gospodarkę jednoimienną, ale także za populizm. Chcieliśmy uzdrowiska, apartamentów i hoteli. Zapomnieliśmy, że potrzebujemy energii, miejsca do oczyszczania ścieków i przerabiania śmieci. Do tego, przez trzy ostatnie lata nie zrobiono nic sensowego, żeby połączyć Kołobrzeg z gminą Kołobrzeg. I konsekwencje zaczynają się piętrzyć. Oto tylko fragment szerszej historii.

W 2010 roku przed kampanią wyborczą rusza głośna dyskusja nad problemami smrodu w Radzikowie. Bez wiedzy i zgody mieszkańców zaczęto budować instalacje, które zaniepokoiły obywateli. Szczególnie jedna, związana z pirolizą. Czas pokazał, że była ona nietrafiona, a próby jej uruchomienia powodowały, że nad Radzikowo i Grzybowo trafiała chmura fetoru. Ponieważ układ biznesowy był chroniony przez ówczesną władzę, niewiele robiono sobie ze skarg mieszkańców. Do czasu, aż mieszkańcy nie zaczęli się zrzeszać, a nasza redakcja nie zaczęła ujawniać dokumentów - inne media udawały, że nic się nie dzieje (przeczytaj). Problem smrodu dał wiatr w żagle osiedlowym populistom, którzy wykorzystali go w kampanii wyborczej. Tak było na nadzwyczajnej sesji Rady Miasta, gdy wszystkim puszczały nerwy, a jednocześnie oszukiwano i lekceważono kołobrzeżan (przeczytaj). Ofiarą kampanii były instalacje, które mogły być dla miasta korzystne, w tym biogazownia. Powód? Mieszkańcy chcieli przenosin oczyszczalni, kompostowni i wszystkich instalacji w Korzyścienku. Czysty absurd. I tak w oparach absurdu i kłamstw, działy się rzeczy absurdalne.

W całej sprawie od początku chodziło o to, że lokalizacja instalacji biogazowni odbywała się poza wiedzą mieszkańców. Powód był oczywisty - taka inwestycja natychmiast wzbudziłaby negatywne emocje. Podobno, nie wiedziały o niej także władze miasta, choć to tylko ich deklaracje. Zieleń Miejska wydzierżawiła teren pod taką inwestycję, ale jak to w Kołobrzegu, temat pogmatwano. A przy okazji przedostał się on do wiadomości publicznej. I zaczęło się (przeczytaj). Warto tu podkreślić, że budowa biogazowni była zgodna z interesem Zieleni Miejskiej. Była też zgodna z interesem miasta (przeczytaj). Zbliżały się jednak wybory samorządowe, rosło niezadowolenie z rządów Platformy Obywatelskiej i kwestie smrodu pochowano pod fundamentem przyszłego zwycięstwa (przeczytaj). Później, nasze ustalenia dotyczące interesu spółki i miasta, potwierdziły ustalenia Komisji Rewizyjnej (zobacz). Później, na drodze do biogazowni stanął wójt gminy Kołobrzeg Tadeusz Kowalski, działanie którego zostało przekazane prokuraturze (przeczytaj).

W mieście zaczął dominować pogląd, że biogazownię powinno zbudować miasto, a nie prywatny inwestor, bo dlaczego prywatny inwestor miałby zarabiać na tym pieniądze, skoro mogą zarabiać na tym miejskie spółki. Problem polegał na tym, że prywatny inwestor, spółka AgroElektroGaz, miała w tej dziedzinie zarówno doświadczenie (m.in. działająca instalacja w Drzonowie), jak i pieniądze. Miejskie spółki miały tylko teren. Radni nie dawali za wygraną, udali się nawet w podróż studyjną do Szczecina (zobacz).

W lutym 2012 roku pisaliśmy, że inwestycja w Korzyścienku uzyskała pozwolenie na budowę (przeczytaj). A potem stowarzyszenie Ekologiczny Kołobrzeg, uznane za stronę, oprotestowywało lokalizację biogazowni. Uwagi poszczególnych instytucji były lekko niepoważne, zwłaszcza w zderzeniu z tym, jaka działalność prowadzona jest na terenie Korzyścienka. Po lekturze dokumentów można było odnieść wrażenie, że dla spokoju społecznego lepiej biogazowni w Kołobrzegu nie montować, choć wcześniej jeszcze zgadzano się na inne instalacje, co pogłębiało kuriozum! (przeczytaj). W mediach trwała dyskusja na temat tego, czy powiat wyda zgodę na tę inwestycję, czy jednak ją zatrzyma (przeczytaj).

W 2013 roku miała miejsce kolejna odsłona sporu o biogazownię, którą to inwestycję znowu oprotestowywał Ekologiczny Kołobrzeg (zobacz). W tym czasie nikt nie miał wątpliwości, że Kołobrzeg potrzebuje tego rodzaju instalacji i jest na nią skazany, bo w przypadku perturbacji na rynku energii, będą kłopoty. Ale perturbacji nie było i nikt się o to nie dopominał. Przy okazji, pokazaliśmy naszym czytelnikom, jak działa biogazownia z Korzyścienku (zobacz). W 2014 roku ruszyło śledztwo w sprawie biogazowni (przeczytaj), ale nikomu nie postawiono zarzutów. Temat umarł śmiercią naturalną po wyborach samorządowych w 2014 roku.

W Kołobrzegu nie powstała żadna alternatywna dla Miejskiej Energetyki Cieplnej instalacja biogazowa w oparciu o agregat kogeneracyjny, który służyłby do produkcji energii elektrycznej oraz cieplnej. Miasto nie zdecydowało się na przeniesienie Miejskiej Energetyki Cieplnej i postawienie na nowe systemy ciepła, które pozwoliłyby na większą samodzielność paliwową przedsiębiorstwa, a przede wszystkim oparcie jej na surowcu z Miejskich Wodociągów i Kanalizacji. Emocje społeczne, populizm w postaci wypowiedzi przedstawicieli Ekologicznego Kołobrzegu, oparcie protestu na ochronie Radzikowa, spowodowały, że dziś koszty poniosą wszyscy i będą one utrzymywać się przez dłuższy czas - tak długo, aż kryzys międzynarodowy, który znany jest ze wzrostu cen surowców, nie osłabnie. Kołobrzeżanie zapłacą cenę za ochronę miasta jako kurortu i faktu, że nie potrafiono zdywersyfikować terytorialnie miejskich instalacji, niezbędnych do funkcjonowania miasta w przyszłości. Kłopoty zaczęły się nie ćwierć wieku później, ale są odczuwalne po dekadzie.

To pierwszy artykuł o zmarniwanych źródłach energii dla Kołobrzegu. Kolejny już w przyszłym tygodniu.

Robert Dziemba

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt poczta@miastokolobrzeg.pl. Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Zgody wymagane prawem - potwierdź aby wysłać komentarz



Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.

reklama