menu

HISTORIA: Kołatka z kołobrzeskiej kolegiaty

Kołatka to jeden z ciekawszych zabytków Bazyliki Mariackiej. W tym artykule przedstawiamy jego historię, niemal jak z "Pana Samochodzika".


Antaba, to metalowy uchwyt, ruchomy albo stały, w kształcie obręczy lub pałąka na bramach, drzwiach, itd. Uchwyty ruchome służyły często za kołatki, które wykonywano najczęściej w kształcie lwiej głowy z obręczą w paszczy. Kołatki znane są od czasów cesarstwa rzymskiego. Były szczególnie popularne w okresie romańskim i gotyckim.
Zgodnie ze starą tradycją, kołobrzeska antaba została wykonana ok. 1327 r. przez Jana Apengetera, twórcę świecznika siedmioramiennego. Podobieństwo poszczególnych elementów obu obiektów jest podstawowym argumentem rozsądzającym w tej kwestii.
Należy dodać, że przed wojną były dwie kołatki: druga została dorobiona przez kowala Franza Klassena około 1890 r., podczas kapitalnej restauracji kolegiaty. Oryginalna, zabytkowa kołatka, znajdowała się na lewym skrzydle drzwi. Dorobienie drugiej, identycznej, nadawało drzwiom kolegiaty pewnego rodzaju artystycznej symetrii i ładu, który potwierdzał wysoką jakość prac restauracyjnych.
Jak pisze Zofia Krzymuska-Fafius, symboliczne znaczenie drzwi kościelnych, utożsamiane ze słowami Chrystusa: „Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę”, współbrzmi z semantyką antaby w portalu zachodnim kolegiaty. Główną jej część stanowi głowa lwa z otwartą paszczą, w której dawniej była umieszczona ruchoma obręcz, kołatka. Naokoło niej rozchodzi się winna latorośl, w której znajduje się 8 reliefów. Cztery z nich tworzą formę krzyża i przedstawiają Chrystusa w artystycznej formie Sędziego świata, scenę Ukrzyżowania oraz dwóch proroków. Pozostałe reliefy przedstawiają atrybuty czterech ewangelistów.
Po zakończeniu walk o miasto, pastor parafii ewangelickiej przy kolegiacie – Paul Hinz, zabrał ze sobą kołatkę a także pietę - zabytek z 1470 r. Oba obiekty duchowny ukrywał wcześniej przed zniszczeniem w swoim domu. W czasie walk o miasto kołobrzeska świątynia legła w gruzach. Zabytki nie mogły do niej powrócić.
W 1967 r. pastor Paul Hinz nawiązał listowny kontakt z ojcem Piotrem Mielczarkiem, proboszczem parafii św. Marcina w Kołobrzegu. W jednym z listów napisał, że chciałby dostać zaproszenie do Polski, żeby móc przyjechać, porozmawiać, zobaczyć ruinę kolegiaty oraz przekazać zabytkową pietę.
Dzięki normalizacji stosunków polsko-niemieckich, możliwa była reorganizacja struktur kościelnych w Polsce. 28 czerwca 1972 roku papież Paweł VI bullą „Episcoporum Poloniae coetus” erygował diecezję koszalińsko-kołobrzeską, której ordynariuszem został biskup Ignacy Jeż. Wydarzenie to było bardzo ważne dla dziejów i odbudowy konkatedry, która oddana została Kościołowi. Nowa sytuacja pozwoliła na przyjazd do Polski pastorowi Hinzowi. Spotkał się on z biskupem Ignacym Jeżem, zwiedził także odbudowywaną konkatedrę. Podczas swojej wizyty w Polsce, pastor przekazał biskupowi zabytkową pietę, którą przemycił przez granicę. Biskup, który obawiał się reakcji władz NRD, ukrył obiekt w dobrach diecezjalnych w Koszalinie. Wkrótce, ordynariusz koszalińsko-kołobrzeski wyjechał z rewizytą do Halberstadt w NRD. Spotkał się z pastorem Hinzem, który przekazał mu antabę. Biskup zaskoczony nieoczekiwanym podarkiem, zabrał go do Polski, przemycając przez granicę. Kołatka została ukryta w dobrach diecezjalnych w Koszalinie. Przeleżała tam prawie 20 lat. W czerwcu 2001 roku, do bazyliki powróciła pieta. Kołatka w Kołobrzegu znalazła się dopiero w 2003 r. W maju 2003 r. była jedną z atrakcji wystawy  „Dzieje Kołobrzegu” w Muzeum Oręża Polskiego, jako depozyt parafii mariackiej. Jesienią powróciła do bazyliki.

Po przejęciu władzy przez administrację polską, co miało miejsce 1 czerwca 1945 roku, Kołobrzeg stał się wielką hurtownią materiałów budowlanych i polem działań szabrowników oraz poszukiwaczy skarbów wszelkiej maści. To, czego nie zabrali żołnierze Armii Czerwonej, padło ich łupem. Nigdy nie uda nam się ustalić skali tego procederu.
21 października 1945 roku obywatel Jan Sporysz poinformował w telegramie Wojewodę Pomorskiego w Koszalinie o tym, że „Na ruinach katedry kołobrzeskiej odnaleziono ukryte bezcenne dzieła sztuki średniowiecznej”.
Wkrótce do Kołobrzegu przybył H. Malinowski z Referatu Kultury i Sztuki Urzędu Pełnomocnika Rządu RP na Obwód Koszalin. Ze swojej wizyty sporządził sprawozdanie, datowane na 29 października 1945 roku. W jednym z punktów została wymieniona antaba z portalu głównego kolegiaty. Część zabytków została wywieziona z Kołobrzegu, inne przewieziono do kościółków w okolicznych wsiach, resztę złożono na plebanii parafii św. Marcina przy kościele Niepokalanego Poczęcia NMP. Antaba wydobyta z ruin kolegiaty została umieszczona w Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie, a później, stała się zabytkiem prezentowanym na wystawie Muzeum Pomorza Zachodniego w Szczecinie, obecnie Muzeum Narodowe. I tak jest do dzisiaj. Powstał jednak problem. Która kołatka jest oryginalna: ta od pastora Hinza, czy ta, która była ukryta w niszy kolegiaty? Przez 60 lat nikt nie przejmował się tymi kwestiami. Okazało się, że zarówno pracownicy Muzeum Narodowego w Szczecinie, ani służby konserwatorskie, ani władze duchowne nie miały pojęcia o istnieniu drugiej kołatki. Co więcej, zarówno muzealnicy jak i biskup Jeż twierdzili, że mają oryginał.

Gdy w maju 2003 r. kołatka została umieszczona na otwieranej wówczas wystawie „Dzieje Kołobrzegu”, rozpocząłem badania nad tym, gdzie znajduje się kopia, a gdzie oryginał obiektu. Pierwszym etapem było zebranie materiału źródłowego i literatury, drugim zaś porównanie obu obiektów.
W katalogu dzieł sztuki, które zaginęły podczas walk o Pomorze Zachodnie w 1945 r., przygotowanym przez koszalińską delegaturę Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków, znajduje się rejestr zabytków gminy Kołobrzeg, w którym, niestety, większość stanowią zabytki kolegiaty. Znajduje się tam także informacja o kołatce, a w szczególności zapis: „oryginał przypuszczalnie wywieziony do Niemiec, a kopia w Muzeum w Szczecinie”.
Więcej informacji udało się znaleźć w literaturze diecezjalnej. Ojciec Piotr Mielczarek, po opuszczeniu parafii św. Marcina w Kołobrzegu, został pracownikiem Kurii Biskupiej w Koszalinie. Był blisko biskupa Jeża oraz interesował się losami kolegiaty i jej zabytków. Wiedział o wizycie pastora Hinza, a także o wizycie biskupa w Niemczech. W dokonanym przez siebie opisie dziejów konkatedry w „Koszalińsko-Kołobrzeskich Wiadomościach Diecezjalnych” (1975 r.), poświęcił słów kilka zabytkom, które nie powróciły do świątyni. „Nadmienić jeszcze należy, że oprócz wymienionych zabytków ruchomych, ocalały jeszcze inne, lecz które znajdują się poza kolegiatą. (…) Kołatka metalowa, żelazna, (antaba), kopia oryginalnej, znajduje się w Muzeum Pomorza Zachodniego w Szczecinie. Kołatka żelazna (antaba) z r. 1327, znajduje się w Niemczech w prywatnym posiadaniu dawnego pastora kołobrzeskiego i autora monografii kołobrzeskiej kolegiaty, Paula Hinza. Pieta, rzeźba Matki Bożej Bolesnej z r. 1470, znajduje się jak wyżej. Dwa te ostatnie zabytki posiadacz wyraził gotowość przekazania do konkatedry. (…)”.
Przed porównaniem zabytków miałem dwie teorie. Pierwszą z nich wysnułem w maju 2003 r., jeszcze przed otwarciem wystawy w muzeum. Uważałem, że pastor zamurował oryginał w niszy kościoła, ze względu na jego wartości historyczne i tradycję. Naloty dywanowe na miasta niemieckie były przyczyną ogromnych szkód. Fakt ten, a także front, który zbliżał się do granic III Rzeszy sprzed 1939 r., przyczynił się do ukrycia najcenniejszych zabytków wystroju przed zniszczeniem. Pietę – niewielką gotycką rzeźbę, oraz kopię kołatki, pastor zabrał do swojego domu. Po zakończeniu wojny, zapewne jak przypuszczano zwycięskiej na rzecz III Rzeszy, obiekty te miały powrócić do kolegiaty. Nikt jednak nie przypuszczał, że Kołobrzeg zostanie doszczętnie zniszczony, że kolegiata legnie w gruzach. Kilka tygodni po zakończeniu walk, pastor opuścił Kołobrzeg, zabierając ze sobą pietę i kopię kołatki. Oryginał antaby został znaleziony w październiku 1945 r. przez Polaków i trafił do Szczecina.

W II połowie 2003 r. na podstawie znalezionych przekazów w literaturze, doszedłem do innego wniosku. Uważałem, że Paul Hinz ukrył w niszy kopię antaby, a oryginał zabrał do Niemiec. Odkrywcy skrytki na ruinach kolegiaty w 1945 popełnili błąd przy opisywaniu zabytków. Posługiwali się oni książką „Der Kolberger Dom und Seine Blidwerke” i zamieszczonymi w niej ilustracjami (jest to stwierdzone w protokole z października 1945 r.). Tak kopia kołatki została potraktowana jako oryginał z około 1327 r. i przewieziono ją do Szczecina. Tymczasem, podczas spotkania w latach 70-tych, pastor wyjaśnił sprawę oddając kołatkę, o czym napisał ojciec Piotr Mielczarek. Teza ta ma swoje podstawy: o. Mielczarek rozmawiał z pastorem, a ten przecież wiedział co ukrywał. Nadto, krótka notatka w katalogu służb konserwatorskich zamykała spis wątpliwości. Jakby tego było mało, ilustracja w książce Paula Hinza przedstawiała obiekt posiadany przez parafię konkatedralną, co stwierdziłem po szczegółach zachowanych fotografii i na zabytku.
Tezę należy jednak udowodnić, a to było możliwe tylko poprzez porównanie obiektów. 10 października 2003 r. odbyło się spotkanie w Muzeum Narodowym w Szczecinie. Pomocny w tej kwestii okazał się Stanisław Horoszko – ówczesny dyrektor Działu Sztuki Dawnej Muzeum Narodowego. Swoją obecnością zaszczyciła nas Zofia Krzymuska-Fafius, historyk sztuki, dawny wojewódzki konserwator zabytków oraz były kustosz Muzeum Narodowego w Szczecinie. Obecni byli także pracownicy muzeum oraz inni zaproszeni specjaliści.
A oto, co udało się ustalić. Obiekty zasadniczo nie różnią się od siebie. Obiekt parafii konkatedralnej (zwany dalej kopią) jest minimalnie większy od obiektu ze Szczecina (zwanego dalej oryginałem), ale to można stwierdzić dopiero po przyłożeniu rewersów. Awers oryginału jest szlachetniejszy od awersu kopii, ma większą masę i już na pierwszy rzut oka widać, że jest wykonany oryginalnie techniką na wosk tracony. Odlany został z dwóch części: głowa lwa została dołączona do ażurowych medalionów. Delikatne reliefy nie straciły swojej wyrazistości, aczkolwiek o wieku obiektu świadczą malutkie rysy i prawie niewidoczne uszkodzenia. Natomiast zupełnie inaczej jest z kopią. Awers jest matowy, jedyne głowa lwa prezentuje pewien połysk. Obiekt odlany został w jednej części. Medaliony i niektóre płaskorzeźby są większe od oryginalnych, jakby były „nakładane” na oryginał, służący za wzór artyście, który wykonał kopię. Pod szkłem powiększającym widać, że relief nie jest zbyt wyraźny, a linia płaskorzeźby prowadzona została niewprawną ręką, jakby artysta miał jakieś trudności (być może przyczyną tego stanu rzeczy jest fakt odwzorowania pewnych części). Rewers kopii świadczy o tym, że jest to odlew galwaniczny, typowy dla końca XIX w., aczkolwiek efekt końcowy został oceniony jako „wysokiej jakości”.
Ważna jest jeszcze jedna kwestia. Udało się nam ustalić, że ilustracja w książce Paula Hinza „Der Kolberger Dom und Seine Bildwerke” z 1936 r. przedstawia kopię, a nie jak sugeruje jej podpis, oryginał z 1327 roku. Pisze o tym w swojej pracy Urzszula Mende (Die Türzieher des Mittelalters, Berlin 1981, 140). Nie wiemy co spowodowało tę pomyłkę. Świadczy o niej jeden prosty fakt. Otóż górna część medalionu Chrystusa Króla w oryginale posiada rysę – uszkodzenie po prawej stronie awersu. Jest ono znakiem szczególnym. Przedstawił je na swoim szkicu na przykład H. Meier (Der St. Marien-Dom in Colberg, Colberg 1890). Brakuje go jednak na ilustracji w książce Hinza. To ostatecznie przesądzało o tym, że kopia kołatki jest w Kołobrzegu, a oryginał w Szczecinie.
Pozostaje jeszcze kwestia dokumentów i literatury. Dokument z października 1945 r. udowadnia, że wówczas nikt nie przeprowadził porównania faktograficznego. Gdyby tak było, znaleziono by wymieniony wcześniej szczegół. Kołatka była kołatką i nikt przez ponad 50 lat nie zajmował się szczegółami. Natomiast trudno snuć hipotezy na temat notatki ojca Mielczarka. Czy informacje na temat zabytku otrzymał od pastora? Czy pastor wiedział, który zabytek jest oryginałem, skoro zamieścił złą fotografię, ale prawidłowy opis zabytku w swojej monografii kolegiaty? Czy miała miejsce jakaś pomyłka, w wyniku której zamieszczono niewłaściwe zdjęcie obiektu czy był to zabieg celowy? Czy skutki tej decyzji miały wpływ na ukrycie oryginału w niszy, a kopii w mieszkaniu pastora? Pytań tego rodzaju jest więcej, ale odpowiedzi chyba nigdy nie poznamy. Można jedynie snuć domysły i hipotezy. Zarówno ojciec Mielczarek jak i pastor Hinz nie żyją, a najprawdopodobniej nie zachowały się żadne zapiski na ten temat. Nie żyje już także kardynał elekt Ignacy Jeż.
Na początku 2004 r. kopia kołatki została zawieszona w południowej nawie skrajnej, na pierwszym filarze od zachodu i wpisana do rejestru zabytków na wniosek Towarzystwa Opieki nad Zabytkami.

Robert Dziemba

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.