menu
Ogłoszenia ***  Znaleziona karta płatnicza   (Inne)  ***  !! Turkiye Kebab Dźwirzyno Zatrudni !!  (Dam Pracę)  ***  Sprzedawcę do sklepu z odzieżą  (Dam Pracę)  *** 

Wyzwolili, zdobyli czy puścili z dymem?

informacje kołobrzeg, wyzwolenie, zdobycie, dylematy, 18 marca18 marca 1945 roku to ważna data w historii Kołobrzegu, który po II światowej znalazł się w granicach Polski. Tego dnia… No właśnie, co tego dnia się stało?


Dlaczego nikt nie mówi, że III Rzesza wygrała II wojnę światową? Bo wszyscy wiedzą, że ten konflikt Niemcy przegrali. Po prostu rozpętali wojnę, a potem skapitulowali. Jest to oczywiste i nie podlega dyskusji. Dlaczego więc wokół 18 marca jest tak wiele niejasności?

Stosunek sił polskich względem Niemców wynosił 3:1, co pozwalało na zastosowanie tradycyjnej taktyki oblężenia, która oszczędziłaby wiele istnień ludzkich. Zrobiono jednak inaczej. Stoczono krwawy bój o Kołobrzeg, dość widowiskowy i można rzec, że dziś stał się on niemal legendą. Ważne jest jednak to, że zadanie wykonano. 1300 żołnierzy w tą czy w tamtą stronę – to tylko zaliczka na poczet ogromnej ilości ofiar II wojny światowej. Tak to właśnie żołnierze polscy, przy współudziale Armii Czerwonej, zaatakowali i zdobyli niemiecki Kolberg, który w następstwie konferencji pokojowych został przyznany Polsce wraz z Pomorzem Zachodnim. I to nie ulega wątpliwości. Tak było i taka też powinna być dzisiejsza wersja: 18 marca obchodzimy rocznicę zdobycia Kołobrzegu. Ale po kolei…

Zacznijmy od wyzwolenia. Dlaczego przez tyle lat utrzymywano i nadal utrzymuje się, że Kołobrzeg został wyzwolony? Otóż naród polski stara się nie pamiętać o swoich wyczynach wojennych. Poza tym zawsze mamy usprawiedliwienie. W 1920 roku Piłsudski pobił bolszewików, ale to oni zaczęli. Z Kołobrzegiem było podobnie. III Rzesza zaczęła wojnę, więc Polacy u boku Armii Czerwonej, wyzwalali swoje ziemie. Tak się rozpędzili, że dotarli aż do Berlina. Oficerowie polityczni LWP zagrzewali żołnierzy do walki. Kołobrzeg stał się nagle (nie przypominam sobie, aby Józef Piłsudski realizował politykę ze wzrokiem skierowanym na Szczecin) prastarym miastem polskim, o którym w swojej kronice pisał Gall Anonim. I tak szli żołnierze na Kołobrzeg Chrobrego, i Krzywoustego. To nic, że ktoś zapomniał, iż od 1255 roku było to miasto niemieckie, lokowane na prawie lubeckim, a germanizacja tych ziem i wypieranie Słowian odbyło się tu naturalnie, bez przelewu krwi. Czas zrobił swoje. Czy Polacy przez 700 lat mieli amnezję i dopiero w 1945 roku przypomnieli sobie o Kolbergu? Czy tak było? Oczywiście nie. Chwyt z prastarymi ziemiami piastowskimi zagrzewał jedynie żołnierzy do walki z okupantem. Ale nie okupantem Pomorza – NIEMIECKIEGO POMORZA, tylko z okupantem Warszawy i innych polskich miast II RP. Jeden z żołnierzy powiedział o tym zjawisku, że wyzwalano do czasu, gdy częstowano ich wódką, a od momentu, gdy wszędzie czaił się wróg i ten wróg strzelał, i zabijał, rozpoczęło się zdobywanie. A nawet jeśli te tradycje piastowskie są czymś więcej niż symbolem, to jak nie zobaczyć gigantycznej (przy założeniu, że Kołobrzeg był w granicach Polski Chrobrego przez lat 15, a w granicach Polski Krzywoustego przez lat 30) przepaści między 50 latami Kołobrzegu w granicach państwa polskiego i ponad 700-letnim Kołobrzegiem zasiedlonym przez Niemców?!

Niestety, niektórzy wierzą bardziej własnej tradycji niż historii. Tu nie ma innego wytłumaczenia. Dlaczego więc mit ten tak bardzo zakorzenił się w naszej świadomości? Po pierwsze, propaganda. Na początku ta frontowa, szerzona przez oficerów politycznych. Wywarła ona ogromny wpływ na osiedlającą się tutaj ludność cywilną, a wcześniej na żołnierzy, którzy w imię ojczyzny nie tylko wyzwolili ziemie II RP, ale także dokonali zajęcia niemieckiego Pomorza. Wymówka wyzwalania była więc wszystkim na rękę. Po drugie, duży wpływ na ten stan rzeczy miały i mają opracowania historyczne, i artykuły publikowane w PRL-u. Na przykład w książce „Kołobrzeg – Zarys Dziejów” z 1979 r., w części pt.: „W Polsce Ludowej”, tak zatytułowano jeden z rozdziałów: „Miasto po wyzwoleniu”. Tadeusz Gasztold, współautor tej publikacji, odnosząc się do Chrobrego i Krzywoustego, twierdzi, że: „Tradycja tych faktów historycznych żywa była przez całe stulecia, towarzysząc narodowi polskiemu w jego trudnych chwilach, gdy ziemie zachodnie i północne zostały oderwane od Polski”. To bzdura na miarę pseudo historyków piszących według stawek i zapotrzebowania polityki Polski podległej ZSRR. Przecież ani w okresie rozbiorów, ani podczas walk powstańczych o wolną i niepodległą Polskę, nikt nie myślał o Kołobrzegu! W końcu w 1807 roku Polscy żołnierze w armii Napoleona też zdobywali Kołobrzeg. Przez 800 lat losy Polski zmuszały jej obywateli do ogromnego wysiłku na rzecz zachowania, a później odzyskania niepodległości, a także odrodzenia i zjednoczenia ojczyzny. Ale o tym, że Kołobrzeg należy do Polski, zadecydował przypadek, może nawet wola jednego człowieka. Dlaczego więc echa propagandy tak głośno rozbrzmiewają jeszcze dziś?

Od 1945 r. wyzwolenie Kołobrzegu i zaślubiny z Bałtykiem były co roku obchodzone z wielką pompą, jako uroczystość o charakterze narodowym. Jeszcze 18 marca 1945 r. z rozkazu Wodza Naczelnego Armii Czerwonej – Marszałka Józefa Stalina, oddano w Moskwie 12 salw artyleryjskich ze 120 dział na cześć i ku chwale zdobywców Kołobrzegu. Podkreślam użycie słowa zdobywców – tak napisano w oficjalnym podziękowaniu do żołnierzy I Armii. Rok później, wojewoda szczeciński ustanowił 18 marca dniem wolnym od pracy dla całego powiatu kołobrzeskiego.

I tak oto wyzwolenie Kołobrzegu przeszło do historii. Co roku przyjeżdżali do naszego miasta dostojnicy państwowi, by publicznie wyrażać wdzięczność żołnierzom za walkę z najeźdźcą hitlerowskim. I bajka się przyjęła. Rzeczywistość jest jednak inna. Między wyzwoleniem a zdobyciem jest pewna zasadnicza różnica. Wyzwala się ziemie spod okupacji, albo ludzi z niewoli. Kołobrzeg zaś został zdobyty. Bo tak na marginesie: jak można wyzwalać niemiecką twierdzę, w której mieszkają Niemcy, i do tego faktu nikt w dwudziestoleciu międzywojennym, a już na pewno wcześniej, nie miał żadnych pretensji i żadnych zastrzeżeń!?

Krwawy bój o Kołobrzeg zakończył się śmiercią ponad 1300 żołnierzy polskich. To jedna strona medalu. Ci żołnierze, kiepsko wyszkoleni, nie posiadający doświadczenia w walkach w zabudowie miejskiej, padali jak muchy, wysuwając się na celowniki niemieckich snajperów. Druga strona medalu jest równie nieciekawa: otóż polska armia, podchodząc pod Twierdzę Kołobrzeg, zadała jej zniszczenia, jakich ta nie doznała w żadnym wcześniejszym oblężeniu. A tego można było uniknąć. Co się jednak okazuje? Sięgam do opracowania pt.: „Kołobrzeg – Zarys Dziejów”, w którym Tadeusz Gasztold napisał: „Bezmyślny upór dowództwa hitlerowskiego doprowadził do prawie całkowitego zniszczenia tego pięknego ongiś miasta”. Fakt, zniszczeniu uległo ponad 90% zabudowy miejskiej. Ale dlaczego Polacy winę zgonili na Niemców? Czy tak było łatwiej, czy też propaganda i duma z rozgromienia potęgi hitlerowskiej nie pozwalała na przyznanie się do błędów? Trzy dywizje piechoty w sile około 29000 żołnierzy nie dały rady około 10000 żołnierzy niemieckich. To wbrew zasadom dynamiki sił Epaminondasa. Poległo ponad 1300 żołnierzy – około 3% ogólnego stanu liczebnego. Czy to ma być zwycięstwo? Chyba tylko zwycięstwo wojskowe, bo taktycznie żołnierze Polscy ponieśli klęskę! Nie dość, że II Rzeczpospolita legła w gruzach, to jeszcze armia „wielkich wyzwolicieli” wybrała się na krwawy bój, pustosząc ziemie wroga. Tak Kołobrzeg został zrujnowany przez Polaków, przez ich nieudolnie przeprowadzone oblężenie.

Zniszczono wspaniałe zabytki, zabudowę miejską, infrastrukturę, dzieła sztuki, etc. Oczywiście, Niemcy też do tego przyłożyli rękę. Wymiana ognia z nieprzyjacielem, stosowanie zasady spalonej ziemi – tego nie byłoby, gdyby dowódcy nie kazali polskim żołnierzom wziąć Kołobrzegu z marszu. Nikt nie wiedział o niespodziance, jaką Niemcy przygotowali zbliżającej się ofensywie radzieckiej. Kolberg został ogłoszony twierdzą jeszcze w listopadzie 1944 roku. Jednak umiejętnie przeprowadzone oblężenie nie doprowadziłoby do tak ogromnej destrukcji. Cóż, nikt nie wiedział, że Kołobrzeg zostanie przyznany Polsce, że to stanie się na pewno.

Powyższe stwierdzenia mają swoich przeciwników. Twierdzą oni, że zniszczenie miasta było nieuniknione. To prawda, ale zwiększyło się ono po tym, jak 6 DP przystąpiła do „oczyszczania Kołobrzegu z resztek nieprzyjaciela”, lub też do walki o Kołobrzeg, obok 3 i 4 DP. Życiem zapłaciło za to ponad 1300 żołnierzy. Za zdobycie Kołobrzegu nie trzeba było płacić tak wielkiej ceny obliczanej w krwi.

17 marca 1945 roku Rada Ministrów zadecydowała o podziale Ziem Odzyskanych. Jednym z okręgów było Pomorze Zachodnie. Podzielono skórę na niedźwiedziu. O granicach Polski na zachodzie i północy zadecydowała Wielka Trójka w Poczdamie. Dopiero wtedy ustalono, że do Polski będą należały między innymi terytoria położone na wschód od linii Świnoujście – Odra, przy czym na rzecz naszego państwa pozostawiono ujście Odry, Świnoujście i Szczecin. Co to oznaczało w praktyce? Otóż od 18 marca do 31 maja 1945 roku w Kołobrzegu stacjonowali Rosjanie. I Polacy niewiele mieli w tej kwestii do powiedzenia! Kołobrzeg był dużym garnizonem radzieckim, a na dworcu i w porcie rządzili radzieccy komendanci. Traktowali Kołobrzeg jak zdobycz wojenną. W kwietniu dowództwo wojsk radzieckich zaplanowało przeprowadzenie desantu na Bornholm, gdzie bronił się jeszcze duży garnizon niemiecki. Plan ten zrealizowano w maju. Do tego czasu wybrzeże Bałtyku stanowiło linię frontu, a więc w Kołobrzegu obowiązywało prawo wojenne. Polska administracja nie miała tu nic do powiedzenia. Rosjanie Ziemie Odzyskane traktowali jako własny teren okupacyjny, który plądrowali. Z Kołobrzegu wywieziono mnóstwo cennych przedmiotów. Okradano domy, które często podpalano. Armia Czerwona miała w zwyczaju podpalanie miasta, zaraz po jego zdobyciu. W Kołobrzegu, wydawać by się mogło, nie było co podpalać. Tymczasem jeszcze w kwietniu miasto płonęło.

Na koniec, zacytuję po raz kolejny fragment z książki Jerzego Patana, pt.: „Kołobrzeg sto lat w fotografii 1897-1997”, będący tłumaczeniem tekstu z niemieckiej książki doktora Johannesa Voelkera: „Geschichte der Stadt Kolberg”. Brzmi on następująco: „Rosjanom wpadło w ręce całkowicie spalone i spustoszone miasto. Cała broń ciężka była zniszczona lub uczyniona niedostępną do użytku. To samo dotyczyło zapasów amunicji, materiałów pędnych i żywności. Wszystkie mosty były wysadzone w powietrze, torowiska zniszczone, a urządzenia portowe silnie uszkodzone. Dzięki odważnej akcji obrońców udało się uratować ze zbliżającego się chaosu na zachód 70 – 75 tysięcy ludzi. Za tę cenę Kolberg, wierny swej chlubnej przeszłości i udowodnionej we wszystkich oblężeniach bohaterskiej postawie swoich obywateli, zginął”.

Robert Dziemba

 

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.