menu

Kołobrzeska Ubecja przeciw społeczeństwu

Siedziba Urzędu BezpieczeństwaWciąż bardzo mało wiemy o powojennych dziejach Kołobrzegu, a szczególnie o kulisach umacniania tzw. władzy ludowej na tych ziemiach po 1945 roku. Dzisiaj odsłaniamy kilka tajemnic z tamtych czasów. W sierpniu 1946 roku informatorka Wera doniosła, że mieszkaniec Kołobrzegu, T. Suszyński, wyraził nadzieję na wejście do Polski Armii Andersa i wyzwolenie kraju. W kapitanacie portu pracował informator „Jurek”, wśród rybaków informator „Rzeźnik”, „Kozioł” i „Jastrzębski”. Na poczcie informatorem był „Grzmot”, w Uzdrowisku „R.6”. Na terenie całego Kołobrzegu działali informatorzy „Ptak”, „Gniady”, Henryk”, „Punkt”. Ciekawe, czy te osoby jeszcze żyją?...



Organizowanie aparatu bezpieczeństwa publicznego na ziemiach polskich wzorowane było na stalinowskich rozwiązaniach, głównie na NKWD. Pierwsze Powiatowe Urzędy Bezpieczeństwa Publicznego powstały na terenie Pomorza 18 kwietnia 1945 r. na mocy rozkazu personalnego numer 4-5 kierownika Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego Okręgu Pomorze Zachodnie kpt. Jerzego Kilanowicza.
Kołobrzeski Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego powołano 17 maja 1945 r., jego siedziba znajdowała się początkowo w Karlinie, a kierował nim Edward Bednarek, któremu podporządkowano siedmiu funkcjonariuszy.

Podstawowym elementem pracy operacyjnej aparatu bezpieczeństwa stanowiła sieć agenturalna. Tworzono ją przy wydziałach operacyjnych. W pracy werbunkowej korzystano z pomocy sowieckich służb specjalnych. Akcję werbunkową prowadzono zgodnie z określonym wcześniej planem. Przygotowywano również harmonogram spotkań z istniejącą agenturą. Werbunek organizowano na podstawie instrukcji o pozyskaniu, pracy i ewidencji sieci agenturalno-informacyjnej. Przeciwko rozpracowywanej osobie zbierano materiały. Po zatwierdzeniu prac operacyjnych przez zwierzchników, rozpracowanych doprowadzano do wcześniej przygotowanych mieszkań w celu przeprowadzenia z nimi rozmów. Po pewnym czasie proponowano im współpracę. Zazwyczaj pierwsze przesłuchanie służyło zebraniu informacji o zatrzymanym. Starano się przekonać go do współpracy. Składano mu rozmaite propozycje: korzyści materialnych i awansów. Niekiedy zastraszano. W dowód skruchy domagano się wydania pseudonimów, nazwisk, miejsc przechowywania broni i maszyn drukarskich. Na tym etapie przesłuchania nie stosowano żadnych środków nacisku. Podczas następnego przesłuchania, najczęściej pokazywano teczkę z nazwą miejscowości z której pochodził zatrzymany, wmawiano mu, że wszystko o nim wiadomo, „wsypali” go aresztowani towarzysze. Niekoniecznie musiało to być zgodne z prawdą. Jeśli i to nie pomogło, więźniów zamykano w ciemnicy, by w następnych dniach poddać ich wielogodzinnym nocnym przesłuchaniom. Podczas nich straszono ich karą śmierci, zadając błyskawicznie kolejne pytania, wyłapując sprzeczności w odpowiedziach, żeby wyciągnąć od zatrzymanego jakiekolwiek informacje. Jeżeli przesłuchania nie przyniosły efektów, aresztowanego pozostawiano w spokoju aż do czasu, gdy jego nazwisko wypływało przy innej sprawie.

Agenturę pozyskiwano głównie podczas przesłuchań, wykorzystując szantaż, groźby więzienia, strach o najbliższych, obawę o własne życie. Stosowano też obietnice finansowe. Zdarzało się, że podejmowano współpracę z aparatem bezpieczeństwa z pobudek ideologicznych oraz chęci zemsty. Wpływ na podjecie decyzji mogła mieć też perspektywa uzyskania ciekawej pracy, zdobycia prestiżu czy też przeżycia nadzwyczaj ciekawej i intrygującej przygody.
Do pracy agenturalnej werbowano nie tylko ludzi dorosłych, ale i dzieci. W województwie bydgoskim zwerbowane 14-15-letnie dzieci szantażowały zarówno rodziców jak i innych uczniów. MBP w instrukcji z 1946 roku zaleciło, aby nie werbować osób poniżej 17 roku życia. Do rozpracowania tajnych organizacji w szkołach werbowano przede wszystkim osoby utrzymujące z nimi bezpośredni kontakt.
W 1948 roku podjęto decyzję o zakazie werbowania członków partii. Materiały kompromitujące zwerbowanych towarzyszy przekazywano komisjom kontroli partyjnej, a pozostałych zwalniano z obowiązku współpracy, uważając, że „uczciwy” członek PPR i tak może udzielić aparatowi bezpieczeństwa odpowiednich informacji, jeżeli wymagać tego będzie dobro państwa. Od tej zasady robiono wyjątki. Zadań agenturalnych można było podjąć się za zgodą I sekretarza.
Nowe zasady werbunku wprowadzono w 1949 roku, uzasadniając to koniecznością wciągnięcia do współpracy „wysoko wartościowej agentury”. Były one dostosowane do indywidualnych cech kandydatów, ich zainteresowań, warunków materialnych i życiowych. Poza pieniędzmi zaczęto szerzej stosować takie środki, jak pomoc w znalezieniu miejsca dobrej pracy, otrzymaniu opieki lekarskiej o wyższym standardzie, pomoc w kłopotliwych problemach życiowych, ułatwieniu zakupu luksusowych dóbr materialnych czy udzielenie pomocy bliskiej osobie przebywającej w więzieniu.

Sieć agenturalną tworzono wszędzie: w zakładach pracy, instytucjach społecznych i politycznych, we wszystkich partiach politycznych, organizacjach młodzieżowych, szkołach, wśród duchowieństwa, w spółdzielniach produkcyjnych. Każda akcja polityczna powodowała rozbudowę agentury.
Jakość pracy sieci agentów i informatorów pozostawiała sporo do życzenia. Raporty i doniesienia dotyczyły prawie wyłącznie tzw. szeptanej propagandy. I tak np. w sierpniu 1946 roku informatorka Wera doniosła, że mieszkaniec Kołobrzegu T. Suszyński wyraził nadzieję na wejście do Polski Armii Andersa i wyzwolenie kraju. Za ośrodek działalności antypaństwowej uważano Państwowy Urząd Repatriacyjny. Zastępca kierownika Perchulak miał powiedzieć, że nie pracują dla takiej Polski jaka ona jest obecnie, ale dla Ojczyzny. Zdaniem kierownika PUR Smogorzewskiego, Polacy nie mieli długo pozostać na ziemiach zachodnich i północnych. Marzeniem woźnego PUR było przedostanie się na do Anglii. Z raportu sprawozdawczego za okres od 24 listopada do 24 grudnia 1948 roku wynikało, że spośród 54 osób zatrudnionych w kapitanacie portu większość miała poglądy reakcyjne. PUBP posiadała na kapitana portu Markiewicza „materiały agenturalne”. Jeden z informatorów doniósł bowiem, że za dolary był on gotowy przewieźć nielegalnie do Szwecji. W kapitanacie portu pracował informator „Jurek”, wśród rybaków informator „Rzeźnik”, „Kozioł” i „Jastrzębski”. Na poczcie informatorem był „Grzmot”, w Uzdrowisku „R.6”. Na terenie całego Kołobrzegu działali informatorzy „Ptak”, „Gniady”, Henryk”, „Punkt”. PUBP w Kołobrzegu nie zdołał do tego czasu zwerbować nikogo w środowisku „Andersowców”.
Tzw. źródło „Traktor” donosiło, że Szmider mógł w hodowli krów w Młotowie dopuścić się sabotażu. Miał on stosować jakieś tabletki, powodujące, że krowy nie miały cieląt.
W okresie tym zatrzymano inż. Jerzego K. zatrudnionego w Okręgu Państwowych Uzdrowisk Nadmorskich, pod zarzutem współpracy z Niemcami. Nie przyznał się on do stawianych mu zarzutów. Sprawą zajęła się Wojskowa Prokuratura Rejonowa. W Dyrekcji Z.P.U. Ustronie Morskie przeprowadzono kontrolę, podczas której stwierdzono nadużycia finansowe i sabotaż gospodarczy.
W 1950 roku tylko referat II PUB w Kołobrzegu miał 11 informatorów oraz jeden kontakt poufny. W maju tego roku przekazali oni 41 doniesień, z czego 30 miało doniosłe znaczenie. W okresie tym zatrzymano listonosza z Obwodowego Urzędu Poczt i Telekomunikacji. Zarzucano mu wrogie wypowiedzi w stosunku do ZSRR. Jak donosił informator „Aparat” miał on też popierać stanowisko Kościoła w walce z władzami państwowymi.
Wrogiem ZSRR, ówczesnego ustroju i spółdzielni produkcyjnych, był naczelnik Urzędu Poczt i Telekomunikacji w Dygowie Stefan Powoniak.
Zainteresowanie informatorów wzbudziła też wizyta 12 października 1959 roku w godzinach popołudniowych Konsula USA z Poznania, który przybył samochodem dyplomatycznym nr WZ-0540. Nigdzie nie zatrzymał się on, poza krótką wizytą w restauracji „Fregata”, gdzie spożył posiłek.
Inne metody pracy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa publicznego aż do bólu poznali członkowie „Zemsty za Katyń” w Dygowie. Postanowienie w sprawie aresztowania członków tej niepodległościowej organizacji wydał mjr Jan Mitek z Wojskowej Prokuratury w Koszalinie. W areszcie śledczym PUBP w Kołobrzegu przebywali przez cztery miesiące. Przez całe noce odbywały się przesłuchania. Nie mieli czasu na sen i regenerację sił. Często stosowano wobec nich przemoc fizyczną, w wyniku czego tracili przytomność, dla ocucenia stosowano kubeł wody wylany na twarz. Kazano im stać z rękoma podniesionymi do góry, a kiedy zatrzymani nie wytrzymywali i opuszczali ręce, to dostawali wówczas linijką, rurką lub wężykiem po rękach. Nie udzielano im pomocy lekarskiej nawet w nagłych przypadkach. Aby zastraszyć, wskazywano im plamy krwi. Jeden z członków organizacji - Władysław Sadowski, był bity przez funkcjonariuszy rękoma po twarzy, kopano go po całym ciele. Wielokrotnie go znieważano i pozbawiano snu. Funkcjonariusz PUBP kopnął go tak silnie w lędźwie, że spadł ze schodów. Stanisławowi Czapce wybito trzy zęby. Dwa zęby stracił Bogdan Krajs. Zmiażdżono mu palec u nogi. Na jego ciele znajdowały się liczne siniaki i rany. Na skutek wbijania pod paznokcie szpilek puchły mu ręce. Prosił o pomoc lekarską, ale jej nie uzyskał.
„Zemsta za Katyń” nie była jedyną organizacją, którą UB udało się rozpracować. Teren Kołobrzegu obejmowała Europejska Armia Podziemna, organizacja, którą w oficjalnych dokumentach UBP określano jako dywersyjno-szpiegowską. Obejmowała ona obszar całego Pomorza Zachodniego, a działała w latach 1948-1949. Jej założycielem i przywódcą był Janusz Zbigniew Michnowski. Rejony organizacji mieściły się w Szczecinku, Kołobrzegu, Pile, Złotowie, Wałczu, Słupsku, Stargardzie i Szczecinie-Dąbiu. Na czele rejonu stał dowódca, pomagał mu zastępca, szef placówki, kancelista, goniec oraz grupowi. Organizacja liczyła co najmniej kilkadziesiąt osób.
Sporo wysiłku kosztowało rozpracowanie działającej w latach 1950-1951 na terenie Kołobrzegu organizacji antykomunistycznej o nazwie „Wolność i Niepodległość”. Na początku 1950 roku Władysław Kęczkowski w rozmowie ze swoimi kolegami Eugeniuszem Dudkiem i Pawłem Ziarko zaproponował utworzenie organizacji konspiracyjnej, której zadaniem byłoby werbowanie członków, gromadzenie broni i pieniędzy. Członkowie mieli się przygotowywać do wybuchu III wojny światowej.
W. Kęczkowski udał się do Kruszyna w powiecie garwolińskim do swojego kuzyna Stefana Kęczkowskiego, który uczestniczył w działalności konspiracyjnej. Po przyjeździe W. Kęczkowski opowiedział o utworzeniu organizacji. S. Kęczkowski prosił o wykonanie i przekazanie mu planu portu w Kołobrzegu. Zakazał jednocześnie prowadzenia jakichkolwiek działań zbrojnych.
Podczas zebrania w sierpniu nadano organizacji nazwę „Wolność i Niepodległość”. Przyjęto pseudonimy: Władysław Kęczkowski „Jan”, Paweł Ziarko „Puszczyński”, Eugeniusz Dudek „Włoszczyński”, Jerzy Sołtysiak „Czarnecki”. Do związku należeli ponadto: Mieczysław Sołtysiak, Kazimierz Famulski. Dowódcą został Władysław Kęczkowski. Uzbrojenie składało się z pistoletu Parabellum, pistoletu TT i Walthera.
W połowie września 1950 roku W. Kęczkowski ponownie wyjechał do Garwolina. Otrzymał od kuzyna polecenie zbierania informacji o członkach PPR, OM, UB oraz zebranie danych na temat wielkości przeładunków węgla w kołobrzeskim porcie. Na początku 1951 roku Paweł Ziarko wykonał plan portu z zaznaczeniem obiektów gospodarczych i wojskowych. Przygotowano też informacje na temat członków OM, UB i PPR. W najbliższym okresie planowano dokonanie napadu na kierownika Spółdzielni Samopomoc Chłopska w Dygowie. Innym zadaniem miało być wykonanie wyroku na członka ORMO Kruszyńskiego.
Realizację zamierzeń przerwały aresztowania w pierwszych dniach marca 1951 roku. Od 24 sierpnia 1951 roku członkowie WiN odpowiadali przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Koszalinie. 30 sierpnia 1951 roku otrzymali wyroki: Władysław Kęczkowski i Paweł Ziarko- po 7 lat więzienia, Eugeniusz Dudek i Jerzy Sołtysiak po 6 lat, Mieczysław Sołtysiak 5 lat i Kazimierz Famulski 3 lata więzienia. Osobna rozprawa w sprawie Stefana Kęczkowskiego odbyła się przed WSR w Koszalinie. Oskarżono go o to, że „(…) od wiosny do 26 czerwca 1951 roku należał do organizacji antypaństwowej działającej na terenie Kruszyny pow. Garwolin, a z członkami przestępczej organizacji w Kołobrzegu wchodził w porozumienie usiłując przemocą zmienić ustrój Państwa Polskiego”. Sąd skazał go na 6 lat więzienia.

Na Pomorzu Zachodnim za przynależność do nielegalnych organizacji polskich aresztowano w 1945 roku 7 osób, w 1946roku 184 osoby, w1947 roku 80 osób, w 1948 roku 37 osób, w 1949 roku 126 osób, w 1950 roku 39 osób, w 1951 roku 11 osób, w 1952 roku 94osoby, w 1953 roku 40 osób, w 1954 roku 13 osób; za bandytyzm polityczny w 1946 roku 29 osób, w 1947 roku 40 osób, w 1948 roku 77 osób, w 1949 roku 9 osób, w 1950 roku 26 osób, w 1951 roku 36 osób, w 1952 roku 33 osoby, w 1953 roku 7 osób, w 1954 roku 1 osobę.
Wojewoda Borkowicz wprawiał w ruch cała machinę, aby walczyć z PSL, konsultował to z WUBP, od niego otrzymywał informacje o poszczególnych ludziach. Uważał, że w tej walce wszystkie chwyty są dozwolone. WUBP w Szczecinie przyzwolenie to wykorzystał bez żadnych oporów. Rozpoczynano od rozmów, proponowano wstąpienie do PSL Nowe Wyzwolenie, niekiedy zachęcano do współpracy agenturalnej. Wpływano na pracodawców, aby ci zwolnili co bardziej opornych zwolenników partii Stanisława Mikołajczyka. Stosowano zatrzymania, szczególnie w okresie kampanii wyborczych. 8 sierpnia 1946 roku aresztowano np. wiceprezesa Powiatowego Zarządu PSL w Kołobrzegu Kazimierza Fischera za domniemaną współpracę z Niemcami. Rozsiewano nieprawdziwe informacje np. o rzekomej przestępczej działalności członków PSL czy też ich nałogach (alkohol, kobiety). Uniemożliwiano organizację zebrań, demolowano lokale PSL.
W latach 1951-1955 uwagę koncentrowano: na wnikliwej i kompleksowej analizie filtracji środowisk uciekinierskich; ochronie i operacyjnym zabezpieczeniu granicy i rejonów przygranicznych oraz ścisłej współpracy w tym zakresie z wojskami ochrony strefy granicznej; rozpoznawaniu i kontroli kanałów przerzutowych, rozpoznawaniu i kontroli środowisk emigracyjnych; działaniach profilaktycznych, mających na celu przecinanie niepożądanych kontaktów obywateli polskich z przedstawicielami placówek dyplomatycznych państw kapitalistycznych oraz bezpośrednią kontrolę ruchu pracowników tych placówek.
Walkę z Kościołem zintensyfikowano w 1948 roku. Od tego momentu zaczęto wprowadzać nową politykę wyznaniową. 5 sierpnia 1949 roku ukazał się dekret o „wolności sumienia i wyznania” , który stał się swoistym sondażem poparcia księży dla nowego ustroju. Według oficjalnych danych ok. 18% ogółu duchowieństwa wypowiedziało się przeciwko dekretowi, 33% oceniało pozytywnie, a 49% ujawniło postawę chwiejną czy wyczekującą.

Marek Żukowski

Na zdjęciu:
siedziba kołobrzeskiej Ubecji, późniejszy Sąd Powiatowy, a od 1977 roku siedziba muzeum.

 

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.