menu
Ogłoszenia ***  Znaleziona karta płatnicza   (Inne)  ***  !! Turkiye Kebab Dźwirzyno Zatrudni !!  (Dam Pracę)  ***  Sprzedawcę do sklepu z odzieżą  (Dam Pracę)  *** 

Jak zniszczono i odbudowano wieżę

informacje kołobrzeg, kolegiata, bazylika, wieża, blok wieżowy, znieszczenie, odbudowa, historiaTemat remontu bloku wieżowego Bazyliki Mariackiej cieszy się coraz większą popularnością. Wielu jednak zastanawia się, jak doszło do jego uszkodzenia...


Ostatnio dość często piszemy o pracach w kołobrzeskiej bazylice - to budowa pomostów komunikacyjnych, to prace alpinistów na dzwonnicy. Do tego dochodzą komunikaty proboszcza Parafii Mariackiej - ks. dra Jerzego Chęcińskiego. Pobudza to wyobraźnię mieszkańców, parafian i naszych Czytelników. Chodzi przede wszystkim o prace remontowe i problemy konserwatorskie, które pomimo zakończenia pierwszego etapu projektu, dalej dokuczają zabytkowej świątyni. Moim zdaniem, wynika to z braku zrozumienia istoty problemów przez kadrę fachowców, która zajmowała się opracowaniem problemów bazowych. Kilka godzin dyskutowałem na te tematy z Feliksem Ptaszyńskim podczas jego ostatniej wizyty w Kołobrzegu, tyle że w ujęciu lat 60-tych. W owych latach, gdy ruina kolegiaty była odbudowywana, był on wojewódzkim konserwatorem zabytków. Następnie przesłał mi sporą dokumentację dotyczącą zabytku. Dziś jest dla mnie bezcenna. Aby naszym Czytelnikom uświadomić problemy konserwatorskie najcenniejszego kołobrzeskiego zabytku, trzeba naświetlić kilka kwestii.

Jak doszło do zniszczenia bazyliki?

Już na początku marca 1945 roku radzieckie samoloty szturmowały twierdzę Kolberg. Wybuchały pierwsze pożary. 3 marca spłonął znajdujący się w okolicach kolegiaty dom handlowy Gustawa Zeecka. Wydano rozkaz: utrzymać Kolberg za wszelką cenę, choćby kosztem cywili i zabytkowej zabudowy miejskiej. Ciekawie wydarzenia w mieście opisuje Alojzy Sroga w swojej książce, pt.: „Na drodze stał Kołobrzeg”. 6 marca spłonęły pierwsze domy na ulicy Katedralnej. Ludność cywilną ogarnęła panika. Z Kołobrzegu nie można było uciec. Zbliżało się wojsko polskie i radzieckie. Jedyną drogę ucieczki stanowił port, ale ludzie nie ufali statkom. Bali się radzieckich okrętów pod-wodnych. Pamiętali tragedię Wilhelma Gustloffa z 30 stycznia 1945 roku. Niektórzy schronili się w kolegiacie. „Nawy, przedsionki, prezbiterium, konfesjonały zaczynały dawać cywilom poczucie pewnego bezpieczeństwa” – pisze Alojzy Sroga.

8 marca, 3 brygada 12 pułku haubic stanęła na stanowiskach ogniowych w okolicach Grzybowa i Korzystna. Wspierała natarcie 6. Dywizji Piechoty. Wystrzelono 353 pociski, które wznieciły ogień w okolicy trzech kościołów. „Od strzałów drżały mury kolegiaty” – zezna później Irena Boniecka, która znalazła schronienie w świątyni. 9 marca rozpoczęło się „polowanie na kolegiatę”. 5 brygada 10 pułku artylerii ciężkiej, która przesunęła się w okolice Korzystna i Korzyścienka, celem wspierania ogniem 16 pułku pie-choty, oddała 4 strzały do wieży kołobrzeskiej kolegiaty. Tak pisze o tym Alojzy Sroga: „Ma ona (wieża kościoła – dop. RD) widać siłę kuszącą, bowiem każdy niemal artylerzysta próbuje zmierzyć się z nią”. Nie mamy jednak żadnych informacji o szkodach, jakie wyrządzili polscy żołnierze świątyni. Ale jest inna informacja. Otóż owego 9 marca, gdy Polacy rozpoczynali walki na przyczółku kołobrzeskim przy kościele św. Jerzego, wydarzyła się tragedia w rodzinie pastora Paula Hinza, który do końca starał się dbać o swój ukochany kościół. Tego dnia, kolegiaty doglądał jego 14-letni syn. Wychylił się z okna budynku na Adolf Hitler Platz, aby spojrzeć, czy świątynia nie jest ostrzeliwana. Zabił go zabłąkany pocisk. Ciało zostało pochowane na podwórku (ekshumacja nastąpiła w listopadzie 1945 r.).

Wojska oblężnicze zaciekle walczyły o każdy dom. Dowódca twierdzy Kolberg, płk Fritz Fullriede, wydał polecenie, aby podpalać każdy zdobyty przez wroga obiekt. Technika spalonej ziemi pustoszyła miasto w tempie podobnym do artylerii. 12 marca zaczęły płonąć domy wokół kolegiaty. Dotkliwie niszczyły zabudowę ataki powietrzne wojsk radzieckich. Świadkowie chroniący się w kolegiacie w połowie walk o Kołobrzeg, są cennym źródłem informacji. W okolicach 14 marca 1945 roku spłonął dach kolegiaty. Alojzy Sroga pisze: „Irena Boniecka, która wraz z siostrą Danutą i Ireną Oszczyk kryje się w kołobrzeskiej katedrze z rozwalonym już strychem, przeżywa chwilę potwornego strachu”. Niemcy wyprowadzili ludność cywilną z kościoła i stworzyli w nim kolejny punkt oporu.

Kolegiata stała się więc potencjalnym celem dla wojsk polskich. Nie był to już kościół, ale kolejny punkt, który trzeba było zdobyć. Szturm na świątynię rozpoczął się 15 marca. Przeprowadził go 18 pułk wraz z 15 brygadą artylerii przeciwlotniczej. „Wspólny kierunek działania to początkowo nacieranie od strony południowo-wschodniej na ratusz i katedrę. Potem, gdy nieco rozpoznano system obrony, oskrzydlano katedrę od strony południowej i zachodniej, a nawet – północnej”. Kolegiata ziała ogniem. „Świątynia to wymarzony dla hitlerowców punkt oporu, lepszy niż bunkier” - pisze Alojzy Sroga. Wieczorem, 15 marca, 18 pułk dodatkowymi siłami zdobył ostatecznie kościół mariacki.

16 marca w „Polsce Zbrojnej”, w notatce dotyczącej walk o Kołobrzeg, napisano: „Boje o kościół ewangelicki”. I zgadza się. Niemcy próbowali odbić kolegiatę. Początkowo odnosili sukcesy, ale atak został odparty. Tego samego dnia, pod koniec szturmu, do walki włączyły się „katiusze”. „Na miasto zaś, przez pomyłkę i w sąsiedztwo zdobytej już katedry, w rejon dworca, portu i uzdrowiska lecą gęsto rakiety M-31” – relacjonuje Sroga. Jeden z żołnierzy, Franciszek Jasiński, tak wspomina: „Koło katedry rąbnęła salwa „Katiusz”. Przez pomyłkę, ale były i szkody”.

O zniszczonej kolegiacie tak pisze Alojzy Sroga: „Podporucznik Zdzisław Majewski dłużej zatrzymuje się przy katedrze. Budynek jest uszkodzony, ale stoi. Płoną wewnątrz boazerie, ołtarze, konfesjonały”. 

Kolegiata wyszła z walk całkowicie zniszczona. Spłonął dach, zawaliły się sklepienia naw, zniszczono dzwonnicę. Zapadła się empora południowa, 3 przęsła empory północnej, zniszczone zostało lektorium. W południowo-zachodniej części kolegiaty Niemcy musieli mieć skład amunicji, który wybuchł, niszcząc ścianę kościoła. Po wojnie, w tym miejscu znaleziono wiele odłamków. Wnętrze świątyni zostało wypalone.

Ucieczka od zagłady

W II połowie lat 40-tych przeprowadzono pionierskie prace zabezpieczające, które objęły zasadniczo prezbiterium kościoła, najlepiej zachowane po zakończeniu walk. Niestety, największa część kościoła - poważnie uszkodzony blok wieżowy, prac konserwatorskich się nie doczekał. W konsekwencji, warunki atmosferyczne w ciągu kilku lat doprowadziły do tego, że pęknięcia ścian, brak dachu i części sklepień w przyziemiu, doprowadziły wieżę na skraj stabilności architektonicznej (Na zdjęciu nr 2 - popularnej w latach 40-tych pocztówce - widać prześwitujące niebo). Z tego powodu, jak pisze w swojej książce "Kiedy wszystko było pierwsze" Jerzy Patan, 4 grudnia 1951 roku z inicjatywy dyrektora Miejskiego Zarządu Budynków Mieszkalnych - Czesława Gawrońskiego, odbyło się historyczne zebranie. Chodziło o to, że niestabilna wieża zagrażała kamienicy przy ul. Mariackiej 29. Obawiano się, że w przypadku zawalenia się tej części kolegiaty, zabije ona ludzi. W zebraniu uczestniczyli architekci, władze wojewódzkie i powiatowe, Urząd Bezpieczeństwa, milicjanci, przedstawiciele PZPR i inni. Na tym spotkaniu pojawiły się głosy o rozbiórkę ruiny. Na szczęście, zwyciężył głos rozsądku i postanowiono świątynię zabezpieczyć, a kamienicę przy ul. Mariackiej 29 rozebrać, co też wykonano w 1952 roku.

Przystąpiono również do zabezpieczania samej ruiny. Prace wykonało miasto i władze państwowe. Zakończyły się w 1954 roku. Kościół katolicki nie był początkowo zainteresowany ruiną. Parafia św. Marcina walczyła wówczas o kościół św. Marcina, który pomimo, że był zbudowany przez Polaków, został rozebrany w czynie 1-majowym (przeczytaj historię kościoła św. Marcina). Dopiero potem, rozpoczęły się naprawdę intensywne starania o odbudowę kolegiaty. Najpierw, władze zabezpieczyły blok wieżowy. Wykonano wiele ankrów, a szczyt bloku wieżowego zakończono żelbetowym wieńcem, dzięki któremu wieża została ustabilizowana. Następnie, świątynia została przekazana w użytkowanie Kościołowi katolickiemu -protokół zdawczo-odbiorczy, dotyczący przekazania katedry-kolegiaty parafii w Kołobrzegu z 25 września 1957 r. „Na wniosek Prezydium WRN w Koszalinie (...), Urząd do Spraw Wyznań w Warszawie (...), decyzją z dnia 11.07.1955 r. Nr II-7a/8/55 oddać w zarząd i użytkowanie rzym.-kat. parafii w Kołobrzegu nieruchomości, składających się z następujących obiektów: katedry-kolegiaty”. Powstał Komitet Odbudowy Katedry, który zbierał datki na odbudowę zabytku, ale jego członkowie spotykali się z oporem władz, a kołobrzeski proboszcz był karany grzywnami. 20 czerwca 1958 roku ksiądz prałat Józef Michalski poświęcił odbudowane prezbiterium, które stało się filią Parafii św. Marcina. W tej części kolegiaty odprawiano także msze św. Niestety, prezbiterium wyremontowane systemem gospodarczym, przy braku pieniędzy i materiałów, pozostawiało wiele do życzenia. Zresztą, tak ksiądz proboszcz Szymon Grodzki scharakteryzował życie religijne kołobrzeżan: „Brak dostatecznej liczby kapłanów, ludzie z różnorodnych środowisk, mało z sobą zżyci jak i z Kościołem, żądni zysków, wzbogacenia się, nie są podatnym materiałem na tym terenie. (…) Mimo jednak tych ciemnych stron, nie brak i jasnych. Cechuje tych ludzi jednak duch ofiary, wyrzeczenia się, coraz to większe skupianie się przy kościele” . Proboszcz opisał także swoje doświadczenia z ludźmi przy odbudowie prezbiterium kolegiaty: „Robotnik – ogólnie biorąc – jest zdemoralizowany, szuka dużego zarobku bardzo tanim kosztem. Jeżeli nie widzi okazji do solidnego oszustwa – uważa, że mu się „nie opłaci” .

Od końca lat 50-tych, Franciszkanie starali się przystąpić do odbudowy ruiny kolegiaty. Sprawa była jednak skomplikowana: zarówno politycznie jak i gospodarczo. Państwo w obudowę kościoła w Kołobrzegu zaangażować się nie mogło. Tymczasem blok wieżowy wymagał kolejnych napraw. Wieża zaczynała osiadać. Dokumentacja konserwatorska z końca lat 50-tych była wręcz alarmująca. Natomiast Parafia św. Marcina nie miała ani sił, ani środków do przeprowadzenia jakiegokolwiek projektu.

Przeznaczenie: TRWAŁA RUINA


Po wielu latach, gdy Kościół katolicki odzyskał całość kolegiaty, narodziła się legenda o odebraniu świątyni wiernym i przeznaczeniu jej na muzeum broni. Niewiele te opowieści mają wspólnego z prawdą. Ponieważ parafia nie miała pieniędzy na remont, do akcji włączył się Feliks Ptaszyński (zdjęcie przedostatnie), wojewódzki konserwator zabytków w Koszalinie. W projekcie nie używał słów "kościół" czy "świątynia". Zaczęto używać zwrotu "ruina", a docelowo "trwała ruina w Kołobrzegu". Projekt zakładał odbudowę bloku wieżowego na cele ogólnie kulturalne. Na szczycie miał znaleźć się taras widokowy, z którego widać było całe miasto i morze. Tak udało zdobyć się fundusze na kapitalny remont bloku wieżowego. do prac przystąpiono na początku lat 60-tych.

Tymczasem, mieszkańcy rozpoczęli akcję odzyskania świątyni na cele sakralne. 5 grudnia 1963 roku delegacja parafii w imieniu społeczeństwa Kołobrzegu złożyła pisma w sprawie pozwolenia na odbudowę kolegiaty w Urzędzie do Spraw Wyznań, w Radzie Państwa i u Prezesa Rady Ministrów. Podobna delegacja, składająca się z około 20 osób, wyjechała do Warszawy 18 marca 1971 roku, w celu złożenia pisma do premiera Piotra Jaroszewicza z prośbą o przekazanie kościołowi kolegiaty. Pod petycją podpisało się ponad 14 tysięcy mieszkańców. Władze nie odpowiedziały na żadne pismo. Co więcej, władze ostatecznie odmówiły Kościołowi katolickiemu pozwolenia na odbudowę wieży i korpusu nawowego kolegiaty, które to części świątyni decyzją z 1 marca 1965 roku przejęło państwo. 8 maja 1965 roku w wieży otwarta została stała wystawa Muzeum Oręża Polskiego. Nie zagłębiając się w historię samego muzeum, warto podkreślić, że jego lokalizacja w świątyni była dość przypadkowa i jak podkreśla jego były dyrektor - Hieronim Kroczyński, będąca kompletnym nieporozumieniem. Projekt finansowany z pieniędzy państwa nie mógł jednak w 1965 roku ot tak sobie zostać przekazany Kościołowi.

Na uwagę zasługuje fakt, że gdyby nie działania Feliksa Ptaszyńskiego, wieża kolegiaty najprawdopodobniej nie przetrwałaby do naszych czasów. Zniszczenia były niezwykle poważne. Trwające 5 lat prace, polegały na wykonaniu zabezpieczeń statycznych, wymianie całych partii murów, zszywaniu ich i ankrowaniu, elewację po prostu otoczono stalą i ściągnięto śrubami rzymskimi (w czasie prac zginęła 1 osoba). Następnie, korpus nawowy został przykryty lekkim dachem z desek i papy. Prace wykonano przy dostępnej wówczas technologii i materiałach. Czy były one najlepszej jakości? Raczej nie. Użyta przy remoncie cegła przetrwała nieco ponad 40 lat. Obecne problemy konserwatorskie, są w moim przekonaniu, konsekwencją zbyt luźnego potraktowania właśnie tego, co w bloku wieżowym zrobiono w latach 60-tych. To ta cegła zasadniczo spada przed portalem głównym...

Podczas obchodów zakończenia obchodów 1000-lecia Chrztu Polski, które odbyły się w Kołobrzegu 2 lipca 1967 roku, w swojej homilii Prymas Polski Stefan kardynał Wyszyński, powiedział: "„Kołobrzeg wszedł wcześnie do dziejów Polski przez swoje biskupstwo w tysięcznym roku, powstałe u grobu św. Wojciecha w Gnieźnie, w obecności delegata papieża Sylwestra II, imperatora rzymskiego i króla polskiego. Z tych racji, aby podkreślić łączność tych ziem z Polską od początków naszej historii, uważaliśmy za stosowne święcić w Kołobrzegu uroczystości milenijne. Gdy patrzę na stojącą kolegiatę, widzę dużą wyrwę pomiędzy prezbiterium a wieżą, podobną do wyrwy, jaką spowodował protestantyzm na tych ziemiach. Ale jak tamta wyrwa spowodowana przez protestantyzm znikła, tak należy żywić nadzieję, że i ta wyrwa w kolegiacie kołobrzeskiej również zniknie, kolegiata doczeka się swojej odbudowy i rehabilitacji i służyć będzie swemu przeznaczeniu – chwale Bożej. (długie oklaski). Będzie to jak najbardziej zgodne z Polską racją stanu". Słowa prymasa doczekały się realizacji dopiero w latach 70-tych, ale to już temat na kolejny artykuł.

Porównując obecny stan bloku wieżowego Bazyliki Mariackiej, możemy być zachwyceni, że tak zniszczoną ruinę udało się doprowadzić do takiej kondycji technicznej. Niestety, warunki atmosferyczne i mijający czas powodują, że nasza kołobrzeska babcia wymaga regularnej opieki konserwatorskiej i trafnych diagnoz. Inaczej, może to się dla niej źle skończyć.

Robert Dziemba
Fot. archiwum Jerzego Patana i archiwum autora





Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.