Overcast Clouds

2°C

Kołobrzeg

4 grudnia 2022    |    Imieniny: Barbara, Bernard, Krystian
4 grudnia 2022    
    Imieniny: Barbara, Bernard, Krystian

Redakcja: tel. 500-166-222 poczta@miastokolobrzeg.pl

Portal Miasto Kołobrzeg FBPortal Miasto Kołobrzeg na YT

Regionalny Portal Informacyjny Miasta Kołobrzeg i okolic

reklama

O historii kołobrzeskiego uzdrowiska w prasie poznańskiej

Dzieje najważniejszej dziedziny miejskiej gospodarki, jaką jest uzdrowisko, do tej pory nie doczekały się rzetelnej i krytycznej monografii. Podstawowym powodem tego stanu rzeczy jest fakt, że wielu zadowoliło się istnieniem „Kroniki Kołobrzegu” H. Kroczyńskiego, która jednak sprawy rodzącego się uzdrowiska omawia wzmiankowo, aliści zarzutu nie można z tego powodu robić autorowi, bo takie są prawa kroniki. Cieszy więc fakt, że coś w tej kwestii się zmienia, a na pewno za taki zwiastun można uznać publikację Bartosza Szczeglika „Kołobrzeskie uzdrowisko w prasie poznańskiej XIX wieku”.

Nowe spojrzenie na Kołobrzeg na początku XIX wieku, jako miasto twierdzę, związane było z walorami naturalnymi, jakie tu występowały, a związane były z morzem. Do tej pory, walory naturalne były wykorzystywane do obrony miasta, a właściwie jego fortyfikacji. Wraz z nowymi prądami myślowymi i spojrzenia na człowieka, to się zmieniało. W 1802 roku król Fryderyk Wilhelm III zaproponował magistratowi budowę zakładu kąpieli morskich. Nie było większego zainteresowania, więc pomysł upadł. Kąpiele morskie cieszyły się jednak jako nowinka popularnością i coraz więcej „dziwaków” korzystało w Kołobrzegu z dobrodziejstw natury. Kołobrzeżanie podchodzili do tego z rezerwą. W drugiej dekadzie XIX wieku dziwić się jednak powoli przestawano, bo ci, którzy do Kołobrzegu przybywali, szukali tu kwater, za co chętnie płacili. I choć część mieszkańców podchodziła do tego z rezerwą, to rosło grono tych, którzy na tym zarabiali. Na przedmieściu „Ujście” a także Stubbenhagen nie brakowało takich miejsc. W trzeciej dekadzie było to już na tyle popularne, że w 1925 roku władze wyznaczyły miejsca do kąpieli zgodnie z zasadami ówczesnej obyczajowości. Zaznaczyć jedynie należy, że wcześniej, bo już w 1804 roku ukazała się broszurka Johanna von Helda, radcy celnego z Poznania, który odbywał tu karę twierdzy, pt.: „O kąpieli morskiej w Kołobrzegu oraz najlepszym i najtańszym sposobie stosowania tejże”. W tej pracy czytamy: „Tutaj kąpałem się ze trzysta razy w morzu. Nabrałem znów chęci do życia i chodzenia po świecie. Jestem przekonany, że zdrowie zawdzięczam falom Morza Bałtyckiego”. Tak to się zaczęło.

W czwartej dekadzie XIX wieku mieszkańcy uznali, że nowe trendy kuracyjne są nie tylko atrakcyjne, ale stanowią nowe źródło uposażenia kołobrzeżan i to w zakresie funkcjonowania różnych branż. Zaczęto brać pod uwagę potrzeby osób, które spędzały swój czas w mieście nad Parsętą. W 1829 roku powstała stała zabudowa pierwszych kąpielisk, w tym przejścia przez wydmy i drewniane przebieralnie. W 1832 roku powołano do życia Miejskie Towarzystwo Upiększania (od 1845 roku Towarzystwo Kąpielowe w Kołobrzegu). Zaczęli się tu osiedlać ludzie światli, potrafiący wykorzystać naturalne walory lecznicze miasta, jak dr Moses Behrend, balneolog. W Kołobrzegu zaczęły powstawać kolejne zakłady kąpieli solankowych. Generalnie, o większości tych kwestii w książce Bartosza Szczeglika nie przeczytamy, ale o tym później.

Cytowana praca o kołobrzeskim uzdrowisku skupia się na jego rozwoju po 1872 roku. Nie można się jednak zgodzić z autorem, zresztą nie jest on jedynym historykiem, który to podnosi, że likwidacja twierdzy umożliwiła rozwój uzdrowiska. Prawda jest taka, że od lat 50-tych XIX wieku twierdza kołobrzeska była niedoinwestowana i działo się to z oczywistych powodów, związanych ze zmianami technologicznymi w armiach europejskich. Rozwój kolei żelaznej przeciął miasto na dwie połowy: na część południową z rdzeniem fortyfikacji głównych, a także część południową, nadmorską, z częścią fortyfikacji polowych. To przesądziło przyszłość miasta, gdyż w ósmej dekadzie XIX wieku Kołobrzeg stracił status twierdzy. Uzdrowisko rozwijało się i w czasach twierdzy, jednakże był to rozwój naznaczony trudnościami, co wynikało z militarnego charakteru miasta. Było jednak coś jeszcze: brakowało terenów inwestycyjnych i ich połączenia ze średniowiecznym układem urbanistycznym, zarówno pod kątem funkcjonalnym, jak i komunikacyjnym. Dzięki dyskusji nad zagospodarowaniem terenów pozyskanych w wyniku likwidacji fortyfikacji, udało się osiągnąć efekt w postaci przekształcenia miasta w nowoczesne uzdrowisko, które dzięki możliwości zagospodarowania od nowa, uniknęło wyburzeń czy zbędnych kompromisów. Z jednej strony, 200 lat twierdzy ograniczało rozwój miasta i jego nowoczesną zabudowę, z drugiej, oszczędziło je na nowy okres: Kołobrzegu jako kurortu.

Bartosz Szczeglik opisuje uzdrowisko kołobrzeskie w relacjach prasy poznańskiej, nie jak głosi tytuł książki w XIX wieku, ale także w XX i to do 1914 roku. Zwraca uwagę na ciekawe szczegóły, które można poznać właśnie w takich opisach, które będą dla badaczy podstawowym elementem spojrzenia na oceny pobytów w mieście nad Parsętą. Do tej pory powszechnie wskazywano, że doprowadzenie do Kołobrzegu kolei w 1859 roku stanowiło ważny aspekt wzrostu liczby kuracjuszy z Wielkopolski, gdyż kolej stanowiła wygodny środek transportu. Na pewno była to rewolucja, ale podróż z Poznania do Wielkopolski wcale nie była taka łatwa, a oceniano to tak: „że co do urządzenia pociągów, wszystko uczyniono, by drogę z Poznania do Kołobrzega obrzydzić. Z powodu nieznośnych przystanków w Krzyżu, Starogardzie i Belgradzie, jedzie się z Poznania do Kołobrzega przeszło 11 godzin, a wystarczyłoby 6 godzin, gdyby czasu nie marnowano” – czytamy w Dzienniku Poznańskim z 1872 roku. Sprawa nie powinna dziwić: aby dojechać z Poznania do Kołobrzegu, pociągi kierowały się do Krzyża, stamtąd do Stargardu, potem do Białogardu i dopiero potem odgałęzieniem z trasy Szczecin-Gdańsk do Kołobrzegu. Kołobrzeg nie posiadał autonomicznego połączenia. Pociągu musiały wjechać na szlak Szczecin-Gdańsk. Sytuacja uległa zmianie w 1879 roku, gdy Poznań otrzymał połączenie z Piłą, z której szlak przedłużono do Białogardu. Od tego momentu czas podróży znacznie się skrócił.

Polacy chętnie gościli się w restauracji Kurantowskiego przy Bahnstrasse. Tak pisano o tym kulinarnym przybytku: „Ruch nieustanny, obsługa prędka. Wszystko, co dają, dobrocią przypomina Frere Provencaux w Paryżu. Po części materiały i zapasy sprowadzają z Poznania (…), a goście różnych narodowości spotykają się przy stolikach zawsze, co dzień świeżą bielizną przykrytych. Jest i fortepian a uprzejmy gospodarz zaprasza lubowników i lubowniczki muzyki, aby w jego salonie grały”. Menu było „zawsze eleganckie i obfite, a tak smacznie przyrządzone, że i wybrednych gastronomów zadowolić zdoła – wino wszelkiego gatunku i za każdą cenę – a również a la carte znajdzie smakosz wszystko, co lubi i zechce”. I jeszcze jeden opis tego lokalu: „Kuchnia w Kołobrzegu szwankowała od lat wielu i zupełnie słusznych skarg była powodem. Po prostu zbywano nas tu niczem i obchodzono się nieraz, pomimo cen wysokich, niegościnnie i gburowato. Wszystko to ustało od czasu ustalenia się tu znanej naszej pierwszorzędnej firmy „L. Kurnatowski et Comp.”. Zakład ten i najwykwintniejszego zadowolić musi cudzoziemca, bo elegancya w urządzeniu lokali, podawaniu potraw, dobroć ich jako rozlicznych napoi, uprzejma i skora usługa za wzór wszystkim posłużyć może. To też po restauracyach większych i mniejszych zupełnie teraz inaczej podejmować nauczono się gości” – czytamy w „Dzienniku Poznańskim” z 1881 roku.

W prasie poznańskiej nie brakuje także opisów samego miasta. Różnie bywało z tymi ocenami: „Samo jednak położenie Kołobrzegu ma wielu nieprzyjaciół. Zarzucają mu, że te jest nudne i jednostajne. Niema jakoby spacerów. Z jednej strony Majkula a z drugiej Waldenfelschanze, ot i wszystkie piękności spacerowe. Ale po prawdzie jest inaczej. Nigdzie sztuka ogrodnicza tyle nie dokazała na piaszczystym wybrzeżu, co właśnie w Kołobrzegu. Nigdzie drzewostan nie jest tak bujnym, jak w licznych parkach kołobrzeskich. Parki te, rzec można, są prawdziwemi ogrodami botanicznemi co do rozmaitości egzotycznych drzew i krzewów. (…) Większą część ulic kąpielowego zakładu ozdobiono alejami i ogródkami przed każdą willą, gdzie pełno kwiatów, pnących się krzewów, itd.” (pisownia oryginalna, „Dziennik Poznański” z 1904 roku).

W książce opisano nie tylko kwestie związane ze spędzaniem wolnego czasu, bo przeróżnych atrakcji w Kołobrzegu nie brakowało, zwłaszcza koncertów i spektakli, ale także relacje międzyzaborowe. Do kurortu przybywali bowiem Polacy z różnych zaborów, nie tylko z Wielkopolski, będącej w zaborze pruskim. Ważnym miejscem łączącym Polaków była katolicka Parafia św. Marcina. Na odprawianych tam mszach, gdzie było i kazanie w języku polskim „pilnie i gorliwie całe polskie zbiera się towarzystwo. W ostatnią niedzielę szanowny Prałat po Mszy św. wstąpił na kazalnicę i wymownemi słowy zagrzewał, kruszył i wraz w niebo podnosił serca zgromadzonej w kaplicy – polskiej „czeladki Pańskiej”, wdzięcznej za ten w ojczystej szacie pokarm duchowy” („Dwutygodnik dla Kobiet”, 1884 rok).

W niemieckim Kołobrzegu nie brakowało i nietolerancji. Różne mamy na ten temat relacje, ale nie brakuje ich także w prasie z epoki. Gdy w latach 90-tych XIX wieku czyniono duże starania na rzecz budowy katolickiego kościoła w protestanckim mieście, tutejsza administracja i zdecydowana część mieszkańców była przeciw, co więcej aktywnie utrudniała realizację zamierzeń katolickiej diaspory. Autor komentarza w „Dzienniku Poznańskim” w 1890 roku tak pisał: „Jesteśmy wyraźnie wyzwani. Panowie zagorzalcy, posuwający nietolerancyą religijną aż do absurdum, zrobili z tego dla nas sprawę honorową. (…) Hasłem i obowiązkiem naszem: nie jeździć do wód morskich w Kołobrzegu”.

Autor książki nie ustrzegł się jednak i błędów. Nie jestem zwolennikiem publicznego ćwiczenia czy połajania młodych historyków, bo uważam, że niczemu to nie służy. Praca była recenzowana i na pewne elementy powinni zwrócić uwagę ci, którzy ją wcześniej czytali. Tytuł książki nie koresponduje z jej zawartością. Praca nie omawia bowiem ani okresu XIX wieku, ani pracy poznańskiej z tego stulecia, zawierając także treści z XX wieku. Jak sam autor zauważa, zajmował się okresem do 1914 roku. A skoro praca omawia wiek XIX, to też nie wygląda to tak kolorowo, bo roczniki prasy pochodzą najwcześniej z 1872 roku. To która część XIX wieku została opisana? A skoro tak, to czego dotyczy praca, XIX wieku, czy jednak trzech dekad tego stulecia? Po wtóre, autor zaprezentował bardzo uproszczoną i moim zdaniem niczym nie popartą tezę, że za rozwojem uzdrowiska stoi likwidacja twierdzy. Jest wiele innych czynników, politycznych, gospodarczych, militarnych i społecznych, które w modernizującym się państwie niemieckim pod przewodnictwem żelaznego kanclerza miały na to wpływ. Kołobrzeg w cesarstwie niemieckim również ulegał tym przemianom. Pomijanie tych aspektów to spłycanie dziejów Kołobrzegu, podobnie jak zapominanie, że dzieje uzdrowiska kołobrzeskiego zaczynają się z początkiem XIX wieku.

Wreszcie, czytając książkę, nie znalazłem tego, co było celem autora, dla którego ta praca powstała. Po co było czytać te wszystkie gazety i wyodrębniać fragmenty tekstów poświęconych Kołobrzegowi? „Dokonana analiza prasy umożliwia ujrzenie miasta nad Parsętą takim, jakim widzieli go XIX-wieczni kuracjusze, a także takim, jakim reklamodawcy chcieli, by był widzianym”. Jeśli to tylko tyle i autor sam nie potrafił zdefiniować celu, to ja ten cel znalazłem. Autorowi udało się, bardzo trafnie zresztą, ukazać polską diasporę w niemieckim Kołobrzegu z okresu II Rzeszy. Dzięki dość dużemu przekrojowi zebranego materiału, zajął się on różnymi przejawami funkcjonowania Polaków w naszym mieście w okresie zaborów, gdy Wielkopolska była wraz z Kołobrzegiem częścią jednego państwa. Mamy tu kwestie komunikacji, zakwaterowania, jakości świadczonych usług, funkcjonowania uzdrowiska i instytucji z Polakami związanymi, są poruszone kwestie kulinarne, medyczne, obyczajowe, kulturowe i religijne. Bartosz Szczeglik tym samym nie ukazuje historii uzdrowiska jak takiego, ale jego część, bardzo ważną dla historii Polaków, a w szczególności poznaniaków i często opisuje miasto widziane ich okiem. Nie należy zapominać, że te relacje, zgodnie z ówczesnymi standardami, mają charakter subiektywny, co nie znaczy, że są obciążone jakąś szczególną wadą. Praca ta powinna być zatytułowana nieco inaczej, np. „Polacy w wodach morskich w Kołobrzegu w okresie Cesarstwa Niemieckiego w świetle relacji prasy poznańskiej 1872-1914”.

Omówiona w ostatniej części niniejszego artykułu problematyka ma charakter techniczny i metodologiczny. Dla zwykłego czytelnika nie będzie ona odczuwalna. Bartosz Szczeglik zebrał oryginalny materiał, ukazujący ciekawy wycinek historii miasta nad Parsętą, a do lektury jego książki miłośników historii Kołobrzegu zachęcam. Publikacja jest do nabycia na stronie www.kolobrzeskieuzdrowisko.pl.

Robert Dziemba



Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt poczta@miastokolobrzeg.pl. Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Zgody wymagane prawem - potwierdź aby wysłać komentarz



Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.

reklama