menu
Ogłoszenia ***  Znaleziona karta płatnicza   (Inne)  ***  !! Turkiye Kebab Dźwirzyno Zatrudni !!  (Dam Pracę)  ***  Sprzedawcę do sklepu z odzieżą  (Dam Pracę)  *** 

Kołobrzeg w archiwum IPN 14 (52)

Łucja Końko – Wychowawca ... Łucja Końko przez całe swoje zawodowe życie pracowała z młodzieżą i dla młodzieży. Była wychowawcą z powołania.


Łucja Helena Końko, urodziła się 18 sierpnia 1931 roku w Wilnie. Pochodzi z rodziny rzemieślniczej o tradycjach patriotycznych. Brat Tadeusz jako żołnierz Armii Krajowej o pseudonimie „Jonasz” był dowódcą oddziału i zginął w październiku 1944 roku w walce z sowietami. Ojciec tuż po wojnie był aresztowany i spędził w więzieniu dwa lata. Ukończyła w 1952 roku Liceum Plastyczne w Bydgoszczy oraz w 1956 roku Wydział Sztuk Pięknych kierunek malarstwo na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Do Kołobrzegu przybyła w 1960 roku i od początku swojej pracy zawodowej została nauczycielką plastyki i rysunku w Liceum Ogólnokształcącym. W szkole tej pracowała do emerytury w 1986 roku, prowadząc przez cały czas koło plastyczne.


Znajomość tych podstawowych danych biograficznych była podstawą do przeprowadzenia rozmowy z panią Łucją Końko. W książce „Kołobrzeg-twierdza „Solidarności” kilkakrotnie wymieniałem jej nazwisko oraz opisywałem zdarzenia, których była bezpośrednim uczestnikiem i świadkiem. Przygotowując biogramy do książki wielu z moich rozmówców niezwykle ciepło i pozytywnie wypowiadało się o działalności i postawie pani Końko, która przez wiele lat pracy jako nauczycielka była wzorem i drogowskazem młodzieży. Pierwotnie planowałem, aby biogram pani Łucji Końko był zamieszczony w mojej książce, ale w wyniku pośpiechu nie doszło do spotkania i rozmowy. Niniejszy artykuł jest więc swoistym dopełnieniem i próbą naprawienia niedoskonałości książki.

W czasie długiej rozmowy zasypywałem panią Łucję dziesiątkami pytań o znane jej sprawy i wydarzenia. Zazwyczaj mówiła, że nic nadzwyczajnego nie robiła, a po prostu zachowywała się tak, jak zwykle zachowują się ludzie postawieni w jej sytuacji. Na przykład gdy pytałem ją o działalność w Klubie Inteligencji Katolickiej, odpowiedziała, że nic szczególnego tam nie robiła i nie mogłem „wyciągnąć” z niej żadnych szczególnych informacji. Być może z obecnej perspektywy uczestniczenie w organizacji społecznej, przychodzenie na zebrania, wysłuchiwanie prelekcji, czy płacenie składek bądź kupowanie wydawnictw – nie jest niczym nadzwyczajnym. Jednakże należy wziąć pod uwagę, że wiele osób w tamtym czasie bało się przychodzić na tego rodzaju spotkania, bo wiązało się to z różnymi represjami i szykanami. Osoby uczestniczące w pracach KIK były poddawane inwigilacji, nie mogły awansować lub były wyrzucane z pracy, ich dzieci gorzej traktowano, a o otrzymaniu paszportu mogli tylko pomarzyć. Z takiej perspektywy, postawa ludzi, którzy tworzyli ówczesny Klub Inteligencji Katolickiej, w tym i pani Łucji Końko jawi się w zupełnie innym świetle.

Pani Łucja Końko powiedziała, że przyczyną, dla której zgodziła się rozmawiać jest dążenie do przedstawienia sylwetek swoich wychowanków, o których nic nie napisałem w książce „Kołobrzeg-twierdza „Solidarności”, a których działania i postawy zasługują w pełni na przypomnienie i upamiętnienie. W czasie zajęć pozalekcyjnych dla uzdolnionej plastycznie młodzieży oprócz kształtowania postaw estetycznych i kulturalnych pani Łucja Końko propagowała patriotyzm i starała się zapełniać „białe plamy” przedstawiając prawdziwe fakty historyczne szczególnie dotyczące Powstania Warszawskiego i Armii Krajowej. Na przykład opowiadała młodzieży o postaciach znanych z książki „Kamienie na szaniec”.


W zajęciach kółka plastycznego uczestniczył Wiktor Szostało, który ukończył Akademię Sztuk Pięknych i był czołowym przywódcą kołobrzeskiej „Solidarności”. W latach 70-tych do jej wychowanków zaliczali się Mirosław Łuczka z Dygowa i Henryk Romanik. M. Łuczka przywoził wielokrotnie z Warszawy wydawnictwa „Kultury paryskiej”. Łuczka miał dobre kontakty ze Zbigniewem Romaszewskim i Jackiem Kuroniem oraz z innymi członkami KOR-u. W oparciu o uzyskaną literaturę podziemną Łuczka i Romanik organizowali wykłady z historii dla kolegów z klas maturalnych. Na takich wykładach było zazwyczaj około 20 osób i trwały one przez całą klasę maturalną do kwietnia. Działalnością tą zaczęła interesować się Służba Bezpieczeństwa. Dyrektor Stanisław Krawiec w kwietniu 1978 r. powiadomił panią Końko, że SB zamierza przeprowadzić rewizje u wszystkich uczestników nielegalnych spotkań. Pani profesor uprzedziła organizatorów tajnych kompletów i w efekcie SB nic nie znalazła. Dyrektor Krawiec, mimo wcześniejszej znakomitej postawy w rozmowach straszył chłopców, że w przypadku dalszego organizowania potajemnych wykładów bezpośrednio po maturze zostaną wcieleni do wojska. Dlatego Łuczka postarał się i wygrał olimpiadę wiedzy o Polsce i świecie współczesnym i uzyskał w ten sposób indeks. Również Henryk Romanik zgłosił się na olimpiadę plastyczną, wygrał ją i dostał się na historię sztuki. Po roku przerwał te studia i podjął naukę w Seminarium Duchownym, które ukończył w 1985 roku. W tej chwili jest wykładowcą w Seminarium Duchownym w Koszalinie i znanym poetą, który wydał między innymi „Wypłyń na głębię. Apokryf Kołobrzeski”.

Mirosław Łuczka kontakty z KOR-em nawiązane w czasie nauki w szkole średniej, kontynuował w późniejszym okresie i działał w podziemiu po wprowadzeniu stanu wojennego. Był jednym z licznych kurierów i przywoził do Kołobrzegu materiały i nielegalne wydawnictwa. Pani Łucja Końko swoją pracownię plastyczną przy ulicy Wąskiej udostępniała na lokal kontaktowy. Mirosław Łuczka przekazywał w nim przywiezione materiały marynarzowi, który posługiwał się pseudonimem „Tadeusz”. W ten sposób książki i ulotki trafiały do pracowników PŻB. Po odzyskaniu niepodległości Mirosław Łuczka pełnił wiele różnych funkcji państwowych w tym między innymi był Zastępcą Dyrektora Biura Spraw Zagranicznych Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

W stanie wojennym uczniowie pani profesor Końko z koła plastycznego, oprócz typowych prac z grafiki czy malarstwa, bardzo chętnie wykonywali karykatury polityczne i różne rysunki satyryczne. Szczególnie uzdolniony w tym kierunku był Wojciech Tężycki, który swoje prace wywieszał w szkole na tablicach ogłoszeń. „Niewidzialna ręka” je zrywała, ale jeden taki przypadek został szczegółowo opisany w książce „Kołobrzeg-twierdza „Solidarności”. Pojawiające się ulotki zainteresowały SB i starano się dociec, czy ich autorzy uczestniczą w zajęciach kółka plastycznego. Esbecy analizowali listę uczestników, ale nie byli w stanie wykryć sprawców. Pani profesor uważa więc, że esbecy to kiepscy fachowcy, bo rysunek zawiera więcej cech indywidualnych niż pismo i na podstawie porównania rysunków łatwiej jest ustalić autora, niż porównując odręczne pismo.

Pani profesor Końko przyznała, że istotnie we wrześniu 1980 roku zapisała się do „Solidarności” i uczestniczyła w pracach tak jak wszyscy członkowie związku i nie widzi tutaj żadnych swoich szczególnych zasług. Po wprowadzeniu stanu wojennego Wiktor Szostało ukrywał się między innymi w pracowni przy ulicy Wąskiej. W czasie rozmów zapadła decyzja, że Wiktor Szostało powinien się ujawnić, bo inaczej trafi do więzienia. Była to trudna decyzja dla Wiktora, bo i tak oznaczało to uciążliwą formę pozbawienia wolności. Pani Końko w Wielkanoc pojechała do Zakładu Karnego w Wierzchowie z żoną Wiktora, ale na widzenie wpuszczano tylko krewnych. Kiedy zapytano panią profesor, dlaczego chce widzieć Szostałę odpowiedziała, że Wiktor to jej uczeń i wychowanek. Strażnik oświadczył, że widocznie źle go wychowała, bo występuje przeciwko władzy ludowej. Skończyło się na podaniu ciasta i jajka, na którym wydrapała napis „Solidarność”.

Po wprowadzeniu stanu wojennego pedagodzy z Liceum Ogólnokształcącego podzielili się na dwie grupy. Dowodzi tego sprawa Stefana Batrucha, który mieszkał w internacie, a przejście ulicą po godzinie 23 było powodem jego zatrzymania. Obowiązywała wtedy godzina milicyjna i zakaz poruszania się wieczorem i w nocy bez specjalnego zezwolenia. Sprawa tego „przestępstwa” była przedmiotem posiedzenia rady pedagogicznej. Niestety większością głosów postanowiono usunąć go z internatu. Stefan Batruch uczęszczał na zajęcia kółka plastycznego i pani Łucja znała jego trudną sytuację rodzinną. Wiedziała, że miał siedmioro rodzeństwa, a rodziców nie stać było na wynajęcie stancji. Stefan zamieszkał więc w pracowni pani profesor, która w tych trudnych czasach dzieliła się z nim żywnością. W akcję pomocy dla Stefana włączyła się również pani Jadwiga Maj, przygotowując go do matury z języka polskiego. Stefan Batruch to obecnie kapłan greko-katolicki z tytułem doktora i mieszka w Lublinie. Zajęcia plastyczne zaowocowały jego szczególnymi zainteresowaniami w dziedzinie ochrony zabytków. Podział grona pedagogicznego dotyczył też stosunku do Antoniego Nowosadki. Tylko część osób broniła go przed zwolnieniem. Polaryzacja stanowisk była również widoczna w ocenie przez nauczycieli uczennicy liceum Wilczyńskiej. Osiągała ona znakomite wyniki w nauce i była typowana do zajęcia pierwszej lokaty, która wtedy uprawniała do podjęcia studiów na dowolnym kierunku bez egzaminów wstępnych. Dyrektorzy chcieli przeforsować na prymusa kandydaturę syna wysokiego stopniem oficera wojskowego. Dyrekcja twierdziła, że Wilczyńska nie może zająć pierwszego miejsca, gdyż jest pod stałą opieką zakonnicy, która ma na nią zły wpływ ideologiczny. Głosowanie tym razem było niekorzystne dla dyrekcji, gdyż większość poparła Wilczyńską.

Kiedy pytałem panią profesor o zdarzenia ze stanu wojennego potwierdziła, że stałym zajęciem grona jej przyjaciół było zapalanie zniczy pod ołtarzykiem przy katedrze. Opowiedziała wówczas zabawną anegdotę. Pewnego razu spostrzegła, że w pobliżu przechodzi jej były uczeń Wojtek, który był w szkole milicyjnej. Pani Łucja skarżąc się na rzekome bóle pleców poprosiła go, aby podpalił znicz. Wojtek zaczerwienił się, ale spełnił prośbę swojej nauczycielki, choć jak łatwo się domyśleć nie miał na to ochoty.

W rozmowie pani Łucja Końko wielokrotnie podkreślała, że celem jej działalności pedagogicznej było nie tyle uczyć co wychowywać w szerokim tego słowa pojęciu. Uważa siebie za osobę spełnioną, bo doczekała się grona wychowanków, o których może mówić z dumą. Dopiero po przejściu na emeryturę już w wolnej Polsce otrzymała w 1992 roku Medal Komisji Edukacji Narodowej za wychowanie licznego grona olimpijczyków. Jej działalność na rzecz „Solidarności” została uhonorowana przyznaną w 2000 roku Odznaką Zasłużony Działacz „Solidarności” Regionu Koszalińskiego „Pobrzeże”. Pani profesor zajmuje się malarstwem i ma w swoim dorobku liczne wystawy, ale jest to temat na zupełnie inną rozmowę.

Adwokat Edward Stępień
www.edwardstepien.pl

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.