menu
Ogłoszenia ***  Znaleziona karta płatnicza   (Inne)  ***  !! Turkiye Kebab Dźwirzyno Zatrudni !!  (Dam Pracę)  ***  Sprzedawcę do sklepu z odzieżą  (Dam Pracę)  *** 

Powojenne losy kandelabru

Kandelabr z bazyliki to najstarszy zabytek kościoła mariackiego. W dodatku jeden z niewielu tego rodzaju na świecie. A mógł zostać przetopiony w hucie...


W 1327 roku Jan Apengeter na zlecenie zapisane w testamencie Gotfryda de Wide z 1323 roku, odlał z brązu kandelabr dla kolegiaty. Świecznik siedmioramienny jest jednym z najstarszych i najcenniejszych zabytków kościoła kołobrzeskiego. Wymiary dzieła: wysokość: 4m, rozpiętość ramion: 3.8 m, waga: 900 kg. Obiekt formą nawiązuje do menory żydowskiej.

Jest artystycznym odzwierciedleniem słów Chrystusa: „Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15, 5). Siedem płonących świec symbolizuje 7 darów Ducha Świętego. Świecznik składa się z kolumny zwieńczonej lichtarzem oraz z sześciu wygiętych ramion, również zwieńczonych lichtarzami. Kolumna jest opleciona winoroślą z pełnoplastycznie przedstawionymi liśćmi. Między winną latoroślą, jakby przylepione do kolumny, widnieją półplastyczne figury 12 apostołów oraz 4 aniołów. Według życzenia fundatora, świecznik miał zostać umieszczony między dwoma wschodnimi filarami nawy głównej i być zapalany w dni świąteczne.

Tyle krótkiego opisu zabytku, który jest znany wielu kołobrzeżanom i nie tylko. Na temat historii świecznika napisano wiele prac i artykułów. Jednak powojenne losy świecznika siedmioramiennego nie są wszystkim znane, a wiele opracowań podaje błędne informacje w tej kwestii.

Przed zbliżającym się frontem, dzięki przewidywalności pastora Pula Hinza, kandelabr został rozłożony na części i ukryty w kotłowni. Po wojnie, kiedy Pomorze Zachodnie przypadło Polsce, w kolegiacie pojawili się poszukiwacze skarbów. Nigdy nie uda się dokładnie określić, co udało im się złupić. Nie mniej jednak, część schowków wskazali ówczesnym władzom sami Niemcy, którzy wiedzieli o ich położeniu lub brali udział w ukrywaniu zabytków. Zabytki zabrano ze zniszczonej kolegiaty; część z nich ulokowano w muzeach lub innych kościołach, a część przewieziono na plebanię parafii św. Marcina. Wśród tych obiektów znajdował się świecznik siedmioramienny.

Kandelabr złożono w piwnicy plebanii przy ul. Katedralnej. W 1958 roku, podczas prac przy remoncie prezbiterium, dom parafialny był oblegany przez robotników i inne osoby wspomagające dzieło odbudowy tej części kolegiaty. Jerzy Patan, pisząc kiedyś o tym zabytku w materiale „Wędrujący świecznik” (Głos Pomorza z 12 lipca 1995 r.) wskazał właśnie robotników pracujących przy remoncie prezbiterium jako winnych kradzieży części obiektu. Być może tak było, choć sprawców nigdy ani nie ujęto, ani nie wskazano. Zresztą, ukradli oni nie tylko części kandelabru, ale także barokowy żyrandol, który również złożono w tej części plebanii.

W piśmie z dnia 21 czerwca 1958 roku, ojciec dr Szymon Grodzki, proboszcz Parafii św. Marcina, skierował do Kierownictwa Skupu Złomu w Kołobrzegu takie oto pismo: „Niniejszym donoszę do P.T. Kierownictwa Skupu Złomu w Kołobrzegu, że w okresie od lutego do kwietnia b.r. zginęły zabytkowe części świecznika siedmioramiennego z katedry kołobrzeskiej. W skład tego wchodziły szczególnie: 3 spiżowe lwy w pozycji leżącej, wagi około 50 kg sztuka, podstawa półkolista wraz z pionem i wijącymi się wokoło liśćmi gronowymi. Poza tym były cieńsze rury i części. (…) Skradziony został również żyrandol mosiężny (żółty) w stylu barokowym o średnicy około 60 cm. Wspomniane przedmioty, jako zabytkowe, przechowywane były w domu parafialnym za wiedzą konserwatora wojewódzkiego oraz Ministerstwa Kultury. W związku z kradzieżą tych przedmiotów, zwracam się do P.T. Kierownictwa Skupu metali o łaskawe zwrócenie szczególnej uwagi, zbadanie i łaskawy zwrot powyższych rzeczy Parafii Rzymsko-Katolickiej w Kołobrzegu dla odbudowującej się katedry. Wdzięczni będziemy za ewentualne wykrycie kradzieży i sprawcy tego czynu”.

Złodzieje nie spieszyli się ze sprzedażą części obiektu. Trudno powiedzieć, na co liczyli. Pewne jest to, że spiżowe części sprzedawali etapami, a pracownicy Skupu Złomu nawet jeśli przejęli się apelem proboszcza Grodzkiego i uważali na to, co przyjmują, to Parafii św. Marcina nigdy o niczym nie powiadomili.

I pewne jest, że świecznik siedmioramienny przepadłby w piecu hutniczym, gdyby nie poszukiwania Jana Frankowskiego, kierownika biblioteki kołobrzeskiej, pasjonata historii. To on w październiku 1957 roku zaapelował do społeczeństwa miasta i powiatu kołobrzeskiego o wyszukiwanie zabytków i staroci, i przekazywanie ich powstającemu Muzeum Regionalnemu. Oczywiście, Jan Frankowski prowadził poszukiwania na własną rękę i w 1958 odkrył prawdziwy skarb. Na kołobrzeskiej składnicy złomu, zapewne zawiadomiony przez „właściwą” osobę, trafił na części średniowiecznego kandelabru. Odkupił go z pomocą Prezydium Powiatowej Rady Narodowej za dość dużą sumę pieniędzy (złom, a szczególnie brąz, był wówczas w cenie). Elementy zabytku, po zakończeniu sporu z Parafią św. Marcina, która upominała się o swój zabytek, umieścił z bibliotece. W „Inwentarzu obiektów ofiarowanych powstającemu Muzeum Regionalnemu w Kołobrzegu” pod datą 28.XII.1958 r. Frankowski wpisał następujące części świecznika: „2 lwy, część środka, część górna, brak 7 ramion z lichtarzami”. I kilka pozostałych części musiał pozyskać później, bowiem pod datą 10.VI.1959 r. znajduje się kolejny wpis: „lew (3-ci), 3 części kolumny, wierzchołek”. Do tego dochodziły jeszcze liście winne. Obiekt został złożony i w niepełnej formie stał w bibliotece.

Tymczasem, pozostałe części przechowywano dalej na plebanii. Złodzieje nie zabrali wszystkich elementów. Oczywiście parafia czyniła starania o odzyskanie i wykupienie elementów zabytku, kiedy tylko dowiedziała się, że znajdują się na składnicy złomu. Bezskutecznie. Prowadzone przez Milicję Obywatelską śledztwo w sprawie kradzieży części kandelabru zakończyło się decyzją Prokuratury Powiatowej, która w piśmie z dnia 28.X.1958 r. przyznała je Parafii św. Marcina. Przeciwko decyzji Prokuratury wystąpiło Prezydium Powiatowej Rady Narodowej, które twierdziło, że właścicielem świecznika siedmioramiennego są władze Kołobrzegu, co regulować miał dekret z dnia 8.III.1946 roku, dotyczący mienia poniemieckiego. Była to ewidentna kpina z prawa, bowiem świecznik został przyznany parafii katolickiej jako mienie wydobyte z kolegiaty, a skoro Parafia św. Marcina była właścicielem zabytku (podobnie jak innych obiektów przechowywanych na plebanii), którego części jej skradziono, więc po odnalezieniu należało jej je zwrócić. Tym bardziej, że proboszcz Mielcarek był gotów pokryć koszty wykupu ze skupu złomu. Niestety, perswazja władz, zwłaszcza ówczesnego przewodniczącego Prezydium PRN – Józefa Bajsarowicza, była na tyle duża, że, jak to zresztą było wówczas na porządku dziennym, Prokuratura Powiatowa zmieniła zdanie i pismem z dnia 7.XI.1958 r., zarządziła oddanie części zabytku do Prezydium PRN, skąd później przeniesiono je do Biblioteki Powiatowej.

Prace nad skompletowaniem elementów kandelabru i przekazaniem ich do restauracji, rozpoczął 13 kwietnia 1961 roku Feliks Ptaszyński, ówczesny Wojewódzki Konserwator Zabytków. Parafia św. Marcina, 21 grudnia 1961 roku wydała swoje części: 1 segment słupa, 3 ramiona i 5 zakończeń ramion, zaznaczając jednak, że: „Urząd Parafialny wydając te części, pragnie przyczynić się do zrekonstruowania świecznika, który zawsze był ozdobą kolegiaty kołobrzeskiej i w imieniu parafian postuluje, by po myśli współczesnych założeń historycznych i konserwatorskich obiekt ten mógł znaleźć się w swoim miejscu przeznaczenia, to znaczy w kolegiacie”. Takie zapewnienie, ojciec Piotr Mielcarek, ówczesny proboszcz Parafii św. Marcina, otrzymał od służb konserwatorskich. W piśmie z dnia 18.XII.1961 r. zapisano: „Obiekt po wykonaniu prac konserwatorskich zostanie zwrócony do kościoła w Kołobrzegu”.

Konserwację zabytku przeprowadziły PP Pracownie Konserwacji Zabytków w Warszawie. 30 listopada 1963 r. w Warszawie odbył się komisyjny odbiór świecznika siedmioramiennego po wykonaniu prac konserwatorskich, który przekazano do Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku. Kronika parafialna tak to opisuje: „30.XI. O. proboszcz wyjechał do Warszawy, gdzie o godz. 10 odbył się komisyjny odbiór pracy przy konserwacji świecznika siedmioramiennego. Mimo zapewnień na piśmie PKZ i zapewnień konserwatora wojewódzkiego w Koszalinie, świecznik po konserwacji nie został zwrócony kolegiacie kołobrzeskiej, z której pochodzi”.

Nie pomogły protesty Parafii św. Marcina, której 5 lat wcześniej Państwo zagrabiło części zabytku, a później zabrało, bezprawnie (!), cały obiekt, pomimo, że PKZ i służby konserwatorskie nie widziały takiej potrzeby. Takie, niestety, to były czasy. Państwo mordowało własnych obywateli, grabiło kościoły z dzieł sztuki, i chlubiło się z demokratycznie sprawowanych rządów.

Po utworzeniu diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej w 1972 roku, odzyskano na cele sakralne kolegiatę (1974 r.) i przystąpiono do jej odbudowy. Pomiędzy 1979 a 1980 rokiem, biskup Ignacy Jeż, ordynariusz koszalińsko-kołobrzeski oraz ksiądz Józef Słomski, ówczesny proboszcz Parafii św. Marcina, rozpoczęli starania o odzyskanie świecznika siedmioramiennego. Dyrekcja słupskiego muzeum niejeden raz zapierała się, że dopiero „po ich trupie” będzie można zabrać tak cenny zabytek. A jednak. Fala odwilży, autorytet papieża-Polaka i ogólna sytuacja społeczna zdziałały swoje. Dr Kazimierz Bogucki, dyrektor Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku, po burzliwych rozmowach z Ministerstwem Kultury i Sztuki, nakazał 4.VI.1981 r. sporządzenie protokołu zdawczego świecznika, którego wartość w 1967 roku wyceniono na 500.000 ówczesnych zł.

Świecznik siedmioramienny powrócił do konkatedry. Pierwotnie, ustawiono go przy wschodniej ścianie południowej nawy bocznej, w miejscu, gdzie dawniej znajdował się portal (po odbudowie świątyni zamurowany). W latach 90-tych, na tym miejscu stanął ołtarz Jezusa Miłosiernego, a kandelabr przeniesiono do skrajnej nawy południowej, zwanej dziś galerią, ze względu na nagromadzenie się w niej zabytków.

I tak to, po burzliwych chwilach, po dotyku ludzkiej zachłanności, po ucieczce od zagłady w piecu hutniczym, po niesprawiedliwościach czynionych przez władze, bezcenny świecznik siedmioramienny powrócił do bazyliki. I zgodnie z życzeniem fundatora, Gotfryda de Wide, dziekana kapituły kołobrzeskiej, zapalany jest w wyjątkowe dni świąteczne.

Robert Dziemba
Fot. Jerzy Patan, archiwum autora, Tadeusz Jończyk

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.