menu
Ogłoszenia ***  Znaleziona karta płatnicza   (Inne)  ***  !! Turkiye Kebab Dźwirzyno Zatrudni !!  (Dam Pracę)  ***  Sprzedawcę do sklepu z odzieżą  (Dam Pracę)  *** 

Kołobrzeg w archiwum IPN 8 (46)

Kwestionariusz Ewidencyjny kryptonim „Tokarz".… Kolejny odcinek cyklu dotyczy Henryka Dmitrzaka z Kombinatu Budowlanego, szykanowanego przez SB.



Służba Bezpieczeństwa nie była zbyt oryginalna wymyślając kryptonimy tajnych operacji. Sprawie inwigilacji Sławoja Kiginy nadano kryptonim „Elektryk", gdyż faktycznie figurant, tj. osoba rozpracowywana, była elektrykiem. Kryptonim „Tokarz" nadano sprawie kontroli operacyjnej Henryka Dmitrzaka, który wówczas faktycznie był tokarzem. Obie te sprawy łączy wiele wspólnych elementów. Panowie Kigina i Dmitrzak pracowali w Kombinacie Budowlanym, przy czym ten pierwszy na stolarni, a drugi w Bazie Sprzętu i Transportu. Ze strony SB mieli wspólnego „opiekuna": Ireneusza Kołodziejczyka, który w wolnej i demokratycznej Rzeczpospolitej został komendantem kołobrzeskiej Policji. Kołodziejczyk do śledzenia obu panów wykorzystywał tych samych tajnych współpracowników o pseudonimach „Jarek", „Jacek" i „Jakub". Wspólnych elementów było znacznie więcej, a uważni czytelnicy z łatwością je wyłapią.

Były również i różnice. Henryk Dmitrzak, w odróżnieniu od Sławoja Kiginy, nie pełnił w „Solidarności" żadnej funkcji, ale wyróżniał się poglądami zdecydowanymi i jednoznacznie antykomunistycznymi oraz był śledzony w ramach Sprawy Obiektowej kryptonim „Beton". Po ogłoszeniu stanu wojennego głośno wypowiadał się o nieudolności Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON), używając pod adresem członków PZPR określenia „czerwona padlina". Bezpośrednią przyczyną wszczęcia sprawy o kryptonimie „Tokarz" był donos niejakiego obywatela P. Esbek Jan Wojtal w notatce z 24 grudnia 1981 roku napisał, że „P" widział, jak Dmitrzak wnosił na plecach do siedziby „Solidarności" w klubie „Jubilat" worek z tkaniny czarnego koloru i słychać było, że w worku tym coś brzęczało. Obywatel „P" scharakteryzował Dmitrzaka jako „złotą rączkę", która potrafi zrobić wszystko - nawet broń palną. Ponadto nazywał go jastrzębiem „Solidarności" i „organy” powinny zrobić rewizję w klubie „Jubilat" i na działce Dmitrzaka przy ulicy Żurawiej. Rewizje takie z udziałem dyrektora Dudzińskiego przeprowadzono, ale bez żadnego rezultatu. Po raz kolejny nie potwierdziło się, że „Solidarność" gromadzi broń, aby wyrzynać członków partii komunistycznej. Propaganda esbecka rozmyślnie rozpuszczała takie pogłoski, aby zmobilizować szeregi partii i wojskowych do bezwzględnej walki z „Solidarnością". Często stosowaną przez esbecję metodą było malowanie krzyży na drzwiach funkcjonariuszy aparatu władzy oraz rozgłaszanie, że robi to „Solidarność", aby się z nimi rozprawić. Kilka dni temu, były prokurator Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Koszalinie zrelacjonował mi, że na drzwiach jego mieszkania ktoś na początku 1982 r. wymalował krzyż. Wojskowa Służba Wewnętrzna wszczęła śledztwo, które niczego nie ustaliło, ale zapewniano prokuratora, że na pewno zrobiła to tzw. ekstrema „Solidarności". Po kilku latach dowódca WSW przyznał się, że to jego podwładni wymalowali krzyż na drzwiach, gdyż uważali, że ów prokurator jest zbyt miękki i należy go zmotywować, aby znienawidził „Solidarność".

Powracając do sprawy Henryka Dmitrzaka, fakt, że nie ustalono, jakoby przenosił broń był nieistotny. Ludzi w tym czasie prześladowano i śledzono nie za konkretne czyny, lecz za poglądy. Dmitrzak był groźny dla totalitarnego państwa, gdyż głośno mówił co myśli.

Na początku zebrano o Henryku Dmitrzaku podstawowe dane. Esbek plut. Z. Stankiewicz udał się do kadr Kombinatu Budowlanego i na podstawie akt osobowych ustalił, że Henryk Dmitrzak urodził się w 1931 roku w Jabłonce, jest narodowości i obywatelstwa polskiego i mieszka w Kołobrzegu. Uczył się w rodzinnej miejscowości oraz w Elblągu, gdzie uzyskał kwalifikacje tokarza. Początkowo pracował w Elblągu, a następnie w Zabrzu, w Karlinie, Dygowie, a od 1954 roku w Kołobrzegu w kilku różnych firmach. SB nie miała problemów z uzyskaniem dostępu do akt osobowych, gdyż szefowie firm oraz kadrowi byli zobowiązani, aby współpracować z tajną policją. Esbecy określali kadrowych jako kontakty operacyjne (KO) lub kontakty służbowe (KS) i generalnie byli zaliczani do Osobowych Źródeł Informacji (OZI). Każdy zakład pracy miał swojego „opiekuna" z SB, który przychodził do firmy i w sposób oficjalny wypytywał (w pierwszej kolejności szefa i kadrowca) o wszystkie sprawy zakładu. SB twierdziło, że w ten sposób ochrania gospodarkę.

W kwestionariuszu ewidencyjnym „Tokarz" zgromadzono materiały operacyjne po wprowadzeniu stanu wojennego. Odnośnie wcześniejszej działalności odnotowano, że Henryk Dmitrzak był zagorzałym zwolennikiem „Solidarności", a po objęciu władzy przez juntę Jaruzelskiego utrzymywał kontakty z działaczami związkowymi: Sławojem Kiginą, Leszkiem Turskim, Tadeuszem Truszkowskim, Marianem Ogórkiem. Spotkania odbywały się w pobliżu stanowiska pracy Dmitrzaka i rozmawiano o aktualnych sprawach politycznych. Esbek Ireneusz Kołodziejczyk w analizie zebranych materiałów z dnia 25 sierpnia 1983 r. twierdził, że dyskusje polegały na krytykowaniu posunięć Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego oraz zmierzano do wywołania przerw w pracy (esbecy starali się nie używać słowa strajk). I. Kołodziejczyk przyznał, że początkowo Dmitrzak miał niewielu zwolenników, ale w miarę trwania stanu wojennego ich liczba rosła. Postanowiono więc przeciwdziałać. 16 listopada 1982 r. wezwano Dmitrzaka na tzw. rozmowę ostrzegawczą, która polegała na zastraszaniu jak również starano się wymusić podpisanie tzw. „lojalki". W czasie rozmowy Dmitrzak był hardy i nie udało się esbekom skutecznie go zastraszyć. Dowodzi tego fakt, że 23 stycznia 1983 r. na zebraniu organizacyjnym nowopowstałych Związków Zawodowych w Kombinacie Budowlanym w Kołobrzegu utworzonych przez reżim, Dmitrzak zaprotestował przeciwko projektowi przekazywania im pieniędzy zebranych przez „Solidarność". Twierdził, że pieniądze pochodzące ze składek członków „Solidarności" trzeba zwrócić prawowitym właścicielom, a następnie demonstracyjnie opuścił zebranie. Inspektor Wydziału V SB plutonowy Ireneusz Kołodziejczyk zauważył, że Dmitrzak przyszedł na zebranie, chociaż nie jest członkiem nowopowstałego związku, a jego zachowanie świadczy, że należy wzmóc kontrolę operacyjną. Nastąpiło to w sposób typowy dla esbecji, tj. wezwano go na kolejną rozmowę ostrzegawczą. Relacja z przebiegu tej rozmowy nie zachowała się, ale plutonowy I. Kołodziejczyk z satysfakcją meldował przełożonym, że Dmitrzak po powrocie do pracy oświadczył swoim kolegom, że z kapusiami nie rozmawia i całkowicie się od wszystkich odseparował. Jedyną osobą, którą darzył nadal zaufaniem był pracownik ślusarni palacz CO Marian Ogórek.

Pod koniec 1983 roku esbeków zaniepokoiła działalność Dmitrzaka w Komisji Mieszkaniowej Kombinatu. Wskazywano, że Dmitrzak faworyzuje członków „Solidarności”, natomiast sprzeciwia się przyznawaniu mieszkań towarzyszom z PZPR. Z kolejnych meldunków prześladowców z SB dowiadujemy się, że Henryk Dmitrzak zapadł na zdrowiu, leczył się, przebywał w szpitalu i w sanatorium. Po powrocie do pracy z długotrwałej choroby tajni współpracownicy „Jakub" i „Jacek" oraz mistrz warsztatu Józef Waśków - zauważyli, że figurant na terenie Kombinatu zajął się jedynie pracą zawodową. Stał się zamknięty.

W 1984 roku doniesiono, że Dmitrzak negatywnie wypowiadał się o wyborach do Rad Narodowych i oświadczył, że nie weźmie w nich udziału, gdyż są one fikcją. Tego rodzaju wypowiedzi uważane były za bardzo odważne, gdyż absencja w tzw. „wyborach" była traktowana jako akt wrogości wobec władzy komunistycznej. Być może młodzież nie wie, że była wtedy jedna lista układana przez PZPR i składała się ona z tzw. miejsc mandatowych i pozostałych. Pierwsze kilka osób na liście miały pewne miejsce, a pozostałe robiły tło. Tak naprawdę wybory odbywały się przed wyborami. Wzywano do głosowania bez skreśleń i prawie wszyscy brali kartę wyborczą i nawet nie patrząc wrzucali ją do urny. Teoretycznie można było skreślać niektóre nazwiska, ale osoby które wchodziły do kabiny były skrzętnie zapisywane przez esbeków. Ludzie wiedzieli, że nie ma sensu dokonywać skreśleń, gdyż nie było przypadku w ciągu 45 lat PRL-u, aby nastąpił wybór osoby, nie będącej na tzw. „miejscu mandatowym". Osoby, które nie brały udziału w głosowaniu lub wchodziły do kabin, aby skreślać, poddawano różnego rodzaju represjom np. nie mogły awansować w pracy lub nie otrzymywały paszportu.

W końcowej fazie działania operacyjne przeciwko Henrykowi Dmitrzakowi prowadził młodszy chorąży Andrzej Jeska. W dniu 12 lipca 1984 roku po raz ostatni esbecy przeprowadzili rozmowę ostrzegawczą i uznano, że ze względu na zły stan zdrowia nie stanowi już dużego zagrożenia. Kwestionariusz Ewidencyjny kryptonim „Tokarz" zakończono 5 września 1984 r. i obecnie przechowywany jest w Instytucie Pamięci Narodowej Oddział Szczecin pod numerem IPN Sz 00124/418.

Z uwagą czytam komentarze zamieszczane pod moimi artykułami. Większość z nich bardzo sobie cenię, gdyż w sposób merytoryczny i rzeczowy odnoszą się do poruszanych spraw. Jestem wdzięczny za wszystkie krytyczne uwagi. W wielu komentarzach czytelnicy domagają się, abym ujawnił tajnych współpracowników, którzy donosili na bohaterów przedstawianych w artykułach. Po wahaniach postanowiłem, że w następnym odcinku przedstawię niektóre dokumenty. Nadal jednak uważam, tak jak napisałem to w przedmowie do mojej książki „Kołobrzeg-twierdza Solidarności”, że w pierwszej kolejności należy ujawniać rękę, a nie miecz.

Adwokat Edward Stępień
www.edwardstepien.pl


Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.