menu
Ogłoszenia ***  Znaleziona karta płatnicza   (Inne)  ***  !! Turkiye Kebab Dźwirzyno Zatrudni !!  (Dam Pracę)  ***  Sprzedawcę do sklepu z odzieżą  (Dam Pracę)  *** 

Jak rozebrano kościół św. Marcina?

Był jednym z najpiękniejszych kościołów w dawnym Kołobrzegu. W tym roku mija 55 lat od jego rozbiórki. Jak do tego doszło, że Polacy rozebrali polski kościół?


Katolicki kościół św. Marcina, zbudowany w 1895 roku, a także zespół obiektów tej parafii, został wzniesiony w dużej części ze składek Polaków mieszkających na Pomorzu Zachodnim oraz kuracjuszy. To tam odbywały się polskie i niemieckie nabożeństwa, to tam gromadziła się Polonia, która przybywała do Kołobrzegu na prace sezonowe, na wypoczynek, a także odbywała tu służbę wojskową. Przez wiele lat proboszcz parafii św. Marcina musiał znać język polski. Po II wojnie światowej, ten nieistniejący już obiekt otrzymał tradycyjną nazwę: „Polska parafia św. Marcina”. Niestety, w 1956 roku władze wydały polecenie jego rozbiórki.

11 listopada 1895 roku odbyła się uroczystość poświęcenia kościoła św. Marcina. Jego budowa pochłonęła około 400 tysięcy ówczesnych marek. Fundusze na to przedsięwzięcie pochodziły ze środków Towarzystwa św. Bonifacego oraz darów Polaków – mieszkańców i kuracjuszy. Na budowę zaciągnięto także kredyt bankowy. Pod względem wartości artystycznych, wśród katolickich kościołów neogotyckich, był drugim obiektem na Pomorzu (po kościele św. Jana Chrzciciela w Szczecinie). Zespół obiektów tej parafii, wraz z tzw. „Łazienkami św. Marcina”, nazywano „Kołobrzeskim Watykanem”. Szerzej napiszę o tym wkrótce.

W marcu 1945 roku, podczas walk o Kołobrzeg, kościół został uszkodzony. Zniszczony został dach, zdewastowano wnętrze, nieznacznie uszkodzona została wieża. W oknach ostały się witraże, na wieży wisiał dzwon. Mówiąc krótko, świątynia kwalifikowała się do remontu, tak samo zresztą, jak kościół św. Mikołaja i św. Jerzego, które podzieliły ten sam los. Najbardziej zniszczone było sanatorium św. Marcina. Plebania i katolicka szkoła były prawie nienaruszone.

W sierpniu 1945 roku do Kołobrzegu przybył pierwszy ksiądz katolicki, ojciec Polikarp Maciejowski, franciszkanin. Zapoznał się z warunkami panującymi w zniszczonym mieście i zwrócił się do władz o przekazanie tworzącej się parafii ewangelickiego kościoła garnizonowego oraz budynków konwentu dla panien w rogu ulic Katedralnej i Rzecznej. Były one dość dobrze zachowane i wymagały niewielkich prac remontowych. Kościół stał się świątynią parafialną Parafii św. Marcina, która przyjęła swoją nazwę w nawiązaniu do przedwojennego Kołobrzegu i jedynej katolickiej parafii, a jego patronem uczyniono Maryję Pannę Niepokalanie Poczętą.

Dlaczego nie utworzono parafii na bazie „Kołobrzeskiego Watykanu”? Zadecydowały o tym uwarunkowania materialne. „Mały kościółek” można było szybciej zaadoptować na cele sakralne, a gmach obok można było równie dynamicznie przekształcić w klasztor. Tymczasem remont kościoła św. Marcina byłby bardzo trudny. Ówczesne warunki nie pozwalały na to. Decyzja ojca Maciejowskiego była więc słuszna. Tym bardziej, że zachowano łączność pomiędzy obecną i przedwojenną parafią, a później czyniono starania o pozyskanie kościoła. Przez pewien okres czasu, na plebanii i w szkole miał swoją siedzibę punkt etapowy Państwowego Urzędu Repatriacyjnego. Kościół zamieniono na magazyn.

Z czasem, Parafia św. Marcina zaczęła się upominać o kościół św. Marcina. Było to spowodowane normalizacją stosunków na linii Państwo-Kościół. Niestety, sytuacja prawna Kościoła na Ziemiach Zachodnich była nadal nieuregulowana. Stąd też księżom katolickim czyniono wielkie trudności, zwłaszcza jeśli idzie o sprawy materialno-administracyjne. Ojciec Szymon Grodzki, proboszcz Parafii św. Marcina, poczynił kroki w kierunku przejęcia kościoła. Sytuacja była już na tyle dojrzała, że katolicy chcieli wyremontować ten obiekt i przywrócić mu funkcję sakralną. Było to także związane z tym, że kościół nad Parsętą powoli przestał być wystarczający. Stale wzrastała liczba mieszkańców i nie wszyscy mieścili się we wnętrzu świątyni podczas niedzielnych nabożeństw. 13 listopada 1955 roku odprawiono uroczystą mszę odpustową z kazaniem (11.XI – św. Marcina). Ojciec Grodzki zaczął podkreślać „łączność duchową i jedność z poprzednią parafią św. Marcina”.


Na początku 1956 roku po mieście rozeszła się plotka, jakoby przedwojenne kościoły kołobrzeskie miały zostać rozebrane. W lutym ojciec Grodzki zwrócił się z pismem do Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Kołobrzegu w sprawie informowania Parafii św. Marcina o jakichkolwiek krokach w sprawie kościoła św. Marcina. Niestety, Prezydium podjęło decyzję o rozbiórce trzech neogotyckich kościołów i stało twardo na stanowisku, że nie ma potrzeby ich odbudowy. Ojciec Grodzki odwołał się od tej decyzji do Prezydium WRN w Koszalinie, protestując przeciwko rozbiórce kościoła św. Marcina. Tak pisał: „Pozwolę sobie nadmienić, że kościół ten, choć zniszczony, był jedynym kościołem katolickim w historycznym Kołobrzegu. Tu, w Kołobrzegu, gdzie powstało pierwsze niemal biskupstwo założone przez Chrobrego, a od czasów Reformacji nie było żadnego kościoła rzymskokatolickiego. Co więcej, kościół ten budowali również i Polacy-katolicy, którzy zamieszkali na tym terenie (…)”.

O sprawie została powiadomiona Kuria Biskupia w Gorzowie Wielkopolskim. Proboszczowi Grodzkiemu polecono, aby poinformował o planach rozbiórki Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Na pismo parafii kołobrzeskiej, konserwator nigdy nie odpowiedział. 28 lutego 1956 roku przewodniczącym Prezydium PRN w Kołobrzegu został Wojciech Leźnicki (wcześniej funkcję tę pełnił Wacław Sadowski). Ojciec Grodzki też go nie przekonał. Władze były nieugięte.

W piśmie z 21 marca 1956 roku, Kuria Gorzowska zwróciła się do Prezydium WRN w Koszalinie o przydzielenie świątyni Kościołowi katolickiemu. Argumentowano, że kościół św. Marcina „nie może być uważany za mienie opuszczone lub porzucone, gdyż jest majątkiem prawnie uznanego kościoła Rzymskokatolickiego”. Na koniec dodano: „Równocześnie prosimy o wstrzymanie ewentualnych czynności rozbiórkowych (…)”. I to nic nie pomogło.

Władze Kołobrzegu źle przyjęły postawę miejscowej parafii. Argumentacja, że kościół zbudowali Polacy i tu koncentrowało się życie Polonii w niemieckim Kołobrzegu, pomimo, że na Ziemiach Zachodnich była ona zbieżna z polską racją stanu, nie przekonywała włodarzy. Obawiano się koncentracji katolików przy odbudowanym „Kołobrzeskim Watykanie”. Przecież w Polsce nie było miejsca dla Kościoła i wiary katolickiej. Były tylko wszechobecne normy i dążenie do socjalistycznej szczęśliwości.

Wiosną 1956 roku przyszedł kres katolickiego kościoła św. Marcina. Rozpoczęto prace usuwania ruin powojennych, w ramach których zaplanowano rozbiórkę trzech neogotyckich kościołów: św. Marcina, św. Mikołaja i św. Jerzego. Ten pierwszy był solą w oku włodarzy, ponieważ w jego obronie wystąpiła Parafia św. Marcina, protestując przeciwko rozbiórce i wysyłając pisma do różnych władz. W związku z tym, postanowiono, że jako pierwszy rozebrany zostanie kościół św. Marcina przy ul. Zwycięzców, czym mieszkańcy mieli uczcić święto 1 Maja.

Z ruin udało się uratować kilka zabytków, trochę dokumentów, ale przede wszystkim dzwon! Parafia św. Marcina zwróciła się 19 marca 1956 roku do Prezydium WRN w Koszalinie o jego przekazanie i uzyskała zgodę. Dzwon został odlany w 1895 roku w Bochum. Podczas rozbiórki zrzucono go z wieży. Rozległ się stłumiony huk. W dzwonie pękło serce. Po 61 latach, kościół św. Marcina przestał istnieć.

Dziś, codziennie w południe na Anioł Pański, z wieży kołobrzeskiej bazyliki rozlega się czysta, krystaliczna melodia. Ów dzwon został w czerwcu 1984 roku zainstalowany w latarni środkowego hełmu wieżowego konkatedry. Jest to dzwon – symbol, łącznik „między dawnymi i młodszymi laty”. Bo choć kościół św. Marcina został rozebrany, to na zawsze pozostanie w pamięci kołobrzeżan. Do dziś zachowała się plebania, szkoła, a także przebudowane „Łazienki św. Marcina”. Kościół św. Marcina, niestety nie. Na jego miejscu wybudowano budynek mieszkalny.

Robert Dziemba

Fotografie: Archiwum Parafii św. Marcina, zbiory: Jerzego Patana, Hieronima Kroczyńskiego, Roberta Dziemby



Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.