menu
Ogłoszenia ***  Znaleziona karta płatnicza   (Inne)  ***  !! Turkiye Kebab Dźwirzyno Zatrudni !!  (Dam Pracę)  ***  Sprzedawcę do sklepu z odzieżą  (Dam Pracę)  *** 

Kołobrzeg w archiwum IPN 2 (40)

Figurant KE „Elektryk” zabiera głos… 14 listopada zamieściłem pierwszy po dłuższej przerwie artykuł pod wspólnym tytułem „Kołobrzeg w archiwum IPN”.


Przedstawiał on Kwestionariusz Ewidencyjny kryptonim „Elektryk” poświęcony kontroli operacyjnej „figuranta” Sławoja Kiginy. Na koniec mojego artykułu wyraziłem przekonanie, że pozytywny bohater skomentuje materiały wytworzone na jego temat przez Służbę Bezpieczeństwa. W komentarzu „massive” napisał, iż dobrze byłoby poznać relację bezpośrednich świadków, internowanych w obozach. Poniżej przedstawiam pismo, jakie otrzymałem od pana Sławoja Kiginy.

Jest dobra okazja, bym osobiście i publicznie wyraził podziękowanie oraz głębokie uznanie panu mecenasowi Edwardowi Stępniowi za wydanie książki o mrocznych czasach stanu wojennego i działalności kołobrzeskiej opozycji niepodległościowo-solidarnościowej, której działania w latach 80-tych były kontynuacją walki wcześniejszych pokoleń o wolną Polskę. Publikacja ta jest oparta o dokumenty IPN-u, które odzwierciedlają działania zarówno opozycji antykomunistycznej, jak też Służby Bezpieczeństwa i dlatego jest taka cenna. Można mieć różne opinie na temat bohaterów zarówno pozytywnych jak i negatywnych, ale nie można dyskutować z dokumentami, na podstawie których książka powstała. Chyba, że chce się powiedzieć, że Służba Bezpieczeństwa – zbrojne ramię PZPR-u, też była nieprawdziwa.

Panom, służącym w SB i UB, a których twarze po raz pierwszy publicznie ujawnił autor książki „Kołobrzeg-twierdza „Solidarności” i żyjących tu gdzieś obok nas, jest zapewne trudno udawać, że nic się nie stało. Żona jednego z naczelnych kołobrzeskich SB-ków przyznała niedawno, że wcześniej nie miała pojęcia o tym „co jej mąż robił w milicji”. Dziś, kiedy światło dzienne ujrzały fakty dotyczące prześladowania ludzi przez jej męża, jest jej z tym źle.

Spróbuję odnieść się do dokumentów przedstawionych przez pana mecenasa, a zawartych w mojej teczce pod kryptonimem „Elektryk”. Otóż znając z autopsji fakty, które opisują SB-cy muszę stwierdzić, że tworzono dokumenty na podstawie błędnej wiedzy i półprawd. Wiele dokumentów jest wytworem konfabulacji i mitomaństwa, z których ma wynikać, jaką ciężką pracę mieli funkcjonariusze SB z tymi uporczywymi opozycjonistami, z tą „pełzającą kontrrewolucją”. Dziś można by rzec – SB zrobiła kawał ciężkiej, „dobrej”, nikomu niepotrzebnej roboty, bo historia i cały cywilizowany świat przyznała rację nam, ludziom tamtej opozycji. I cała esbecka robota opisana w tajnych raportach, meldunkach, operacjach, do których dotarł pan Stępień, to robota utracjuszy, którzy musieli przegrać batalię o Polskę, bo moralność, prawda, uczciwość, patriotyzm, były po naszej niepodległościowej, a nie esbeckiej, wasalnej stronie.

Nie wiem, co chciano osiągnąć pisząc, że mam tylko półśrednie wykształcenie. Mogę się tylko domyślać, że miało to służyć pokazaniu czytelnikom „Wibratorka” (gazetki, którą wydawaliśmy razem z Wojtkiem Krzewiną) – zobaczcie, jakiś półanalfabeta pisze bzdury, więc nie czytajcie tego. Ale ludzie czytali i przyznawali mi rację, i to esbeków bolało. Jakże miło mi było, kiedy niedawno jedna z mieszkanek Kołobrzegu zadzwoniła do mnie mówiąc, że ma szósty numer „Wibratorka” i przechowuje go jako coś cennego z tamtych lat. Dodam tylko, że skończyłem Technikum Budowlane – mam maturę i tyle.

Robiłem wszystko co mogłem w czasie „legalnej” działalności w NSZZ „Solidarność”, jak też w stanie wojennym, aby Polska stała się wolna od komunizmu. I w tym kontekście esbecy piszą prawdę w swoich meldunkach. Piszą i wiedzą o mnie na moje szczęście o wiele za mało.

Prawdą jest to, co wynika z obszernej dokumentacji, że byłem wzywany i siłą zabierany na przesłuchania i rozmowy z esbeckimi, pijanymi, bądź skacowanymi typami. Deklarowałem to, czego ode mnie oczekiwali czyli, że zaniecham działalności, zaprzestanę agitacji, nie będę organizował nielegalnych zebrań w stanie wojennym, itp. Natrętni esbecy uznawali na tej podstawie, że urobili mnie do tego stopnia, że mógłbym podpisać dokument o współpracy. Kiedy odmawiałem im, wprowadzało ich to we wściekłość. Rozmowy w pokojach, kazamatach SB, tak naprawdę były monologami tępych funkcjonariuszy. Na przykład Zdzisław Przybysz, po którejś rewizji u mnie w mieszkaniu, długo mi tłumaczył jaki to ja jestem głupi, kiedy mówię o tym, że w Katyniu stalinowcy zamordowali 20 tysięcy Polaków. Czy on, absolwent historii, tego nie wiedział, czy nie chciał tego wiedzieć?

Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że w czasie rewizji u mnie w domu przy ulicy Dworcowej, przyprowadzeni przez Przybysza esbecy najwięcej czasu poświęcili na przeszukanie szaf, gdzie żona trzymała swoją bieliznę. Kiedy żona usiłowała protestować, śmierdzący wódą typ wcisnął jej w rękę nakaz rewizji i kazał milczeć, bo „jak będzie darła mordę, to będzie musiała szukać opieki do dziecka, bo ją też zabiorą na dołek”. Mnie oczywiście zabrali.

W dokumentach z mojej teczki operacyjnej są pozmieniane nazwiska. Nie mam pojęcia, celowo czy nieświadomie jest tam nazwisko słynnego w Kombinacie siepacz ORMO podane jako Pyć. Rzeczywiście nazywał się Puc. Inne przekręcone nazwiska to Stypała, a powinno być Bogdan Stypuła, jeszcze inne to Maurycy Ogórek, ten pan wielce zasłużony dla „Solidarności” i wolnej Polski, miał on na imię Marian, nie Maurycy.

Obecnie wiemy, że w stanie wojennym w Polsce były dwie fale internowań, jedna tuż po wprowadzeniu stanu wojennego, a druga na pół roku przed jego odwołaniem. Ta pierwsza fala to osadzenia w więzieniach, druga najczęściej w tworzonych naprędce obozach quasi wojskowych. Były na pewno dwa takie obozy. Jeden w Chełmnie nad Wisłą, gdzie mnie zamknęli, a drugi w Czerwonym Borze, gdzie internowano po raz drugi Janusza Grudnika. Różne źródła podają, że większych i mniejszych wojskowych miejsc internowań było szesnaście w całej Polsce.

Służba Bezpieczeństwa w swoich dokumentach niezwykle lakonicznie mówi o internowaniach, które następowały pod pozorem służby wojskowej. Chcieli wmówić społeczeństwu, że to była zwykła służba wojskowa. Ponieważ znam obóz w Chełmnie z autopsji, stwierdzam, że to był bardzo ciężki obóz internowania. Tępe politruki w obozach tego nie ukrywały i mówiły: „Jesteście niebezpieczni dla socjalizmu, strajkujecie w kopalniach, tymczasem na nasze rynki zbytu węgla wchodzą RPA i Anglicy. Trzeba wam wybić z głowy „Solidarność”, trzeba odwołać stan wojenny i dlatego tu was trzymamy i uświadamiamy”. Dużo można pisać o tym internowaniu, wiele z tych obozowych doświadczeń jest opisanych w książce Piotra Pawłowskiego „Trzystu z Kępy Panieńskiej”. To jest właśnie o moim internowaniu w Chełmnie, o którym Służba Bezpieczeństwa wstydliwie milczy, nie chcąc rzucać światła na i tak bardzo mroczną historię tzw. LWP.

Skomentuję jeszcze krótko sposób ostatecznego rozprawienia się ze mną w zakładzie pracy, o czym bardzo lakonicznie piszą esbecy w swoich raportach. Otóż od początku stanu wojennego wyczuwałem naciski idące w kierunku doprowadzenia do sytuacji, abym opuścił grono moich kolegów i pracę w Kombinacie Budowlanym. Komuniści nie mogli przeżyć, że jako członek „Solidarności” tyle złego uczyniłem socjalizmowi w zakładzie. Co jakiś czas dawano mi znaki, że jestem wichrzycielem antysocjalistycznym i nie powinienem pracować w przedsiębiorstwie. Kiedy zgrane zespoły PZPR i ORMO w Kombinacie Budowlanym doszły do wniosku, że nie mogą dłużej tolerować mojej propagandy i utrzymywania pracowników KB w stanie myślenia o wolności, kazali mi się zwolnić. Jeżeli nie zwolnię się sam, to oni załatwią to w sposób spektakularny, że do „śmierci będę żałował, że nie odszedłem sam”. Nie wiem do dziś, jaki to miał być sposób. Ale ponieważ ja ich metody znałem, nie miałem innego wyboru. Rozmowy szantażujące prowadził ze mną dyrektor od spraw ORMO, oficjalnie zastępca dyrektora KB ds. socjalnych pan Dudziński. Pomagali mu w pozbyciu się mnie Jacek K., Adam Szponar, Mikołaj Cz. (ostatni mój kapuś). Jak wy ludzie dziś czujecie się jako moi oprawcy? Skazywaliście mnie wywalając mnie z pracy na wegetację, bo kto mnie z listem gończym z SB mógł wtedy do pracy przyjąć?. Nie wstyd wam?

Ostatecznie w kwietniu 1984 roku dyrektor Zabel przyniósł mi na biurko pismo, które nie pozostawiało żadnych wątpliwości – przestałem być pracownikiem Kombinatu Budowlanego. Służba Bezpieczeństwa tryumfowała, wreszcie skruszony, sponiewierany, wyzuty z podstawowych praw miałem być przykładem na to, co może wszechmocna komunistyczna władza. Przez długie lata najlepszy fachowiec w KB, odznaczony, honorowany i wielokrotny laureat konkursów racjonalizatorskich, podpora Zakładu Produkcji Pomocniczej, chluba dyrektorów Kazia Gwizdola, Jacka Kasperskiego, Bogdana Zabla, Andrzeja Grabowskiego z dnia na dzień stał się bezrobotnym. Pomylili się chłopcy z SB, że zginę z głodu, nie zginąłem. Poznałem wtedy tak samo zwolnionego z pracy w KPiB Kazia Mireckiego, świetnego fachowca (był m.in. kierownikiem budowy szpitala kołobrzeskiego). Wspólnie podjęliśmy pracę na własny rachunek i poszło nieźle.

Dziś z perspektywy lat mogę powiedzieć, że to dzięki ludziom takim jak ja, jakkolwiek to brzmi nieskromnie, mamy wolność. Inną sprawą jest jak tę wolność traktujemy. Uważam, że jest wiele niesprawiedliwości, zła, biedoty wokół nas. Tyle tylko, że ponad 20 lat temu tak wybraliśmy. Dziś też z całą odpowiedzialnością, w pełni świadomy mogę powiedzieć, że moje dzieci są ze mnie dumne, mimo, że nieraz doznały niedogodności i mojej nieobecności w domu. Nie żałuję ani jednej sekundy z lat walki o wolną Polskę. W przeciwieństwie do wielu innych wiem, co to jest Polska, czym jest patriotyzm prawdziwy, nie ten na potrzeby Unii Europejskiej. Wiem, co to jest moralność w polityce, wiem ilu Polaków zginęło, byśmy nie musieli żyć na kartki, byśmy nie musieli żyć w państwie, gdzie rządzi tajna milicja i jawne bezprawie.

Edward, pisząc tę książkę nie zmarnowałeś czasu. Zrobiłeś dużo bardzo dobrej, potrzebnej wszystkim Polakom roboty. Z tej książki, kołobrzeskie przyszłe pokolenia będą się uczyć o tym, jak w latach osiemdziesiątych zdobywano w Polsce wolność. Dlatego z Henrykiem Bieńkowskim egzemplarze książki „Kołobrzeg – twierdza „Solidarności”” podarowaliśmy szkolnym bibliotekom.


Sławoj Kigina

Uprzejmie dziękuję za dokonane uzupełnienia i uwagi, które są bardzo istotne i ważne. Żadne dokumenty nie oddadzą odczuć i doświadczeń ludzi, którzy działali w tamtych mrocznych latach. Często się zdarza, że dokonujemy ocen w oparciu o dzisiejsze doświadczenia bez próby zbadania kontekstu faktów. Bezpośrednie relacje świadków pozwalają na lepsze zrozumienie wydarzeń z nieodległej przeszłości. Mam więc nadzieję, że pan Sławoj Kigina nie będzie osamotniony i uzyskamy inne relacje bohaterów. W odpowiedzi na komentarz „Nadgob” uprzejmie informuję, iż posiadam wiele informacji o funkcjonariuszach SB działających w tamtych latach. Znaczna ich część nadal mieszka w Kołobrzegu. Nie mogę wykluczyć, że napiszę artykuł na ten temat, a może coś znacznie więcej.

Adwokat Edward Stępień
www.edwardstepien.pl

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.